Stronq główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biograficzny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biograficzny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 listopada 2015

Film: "Straight Outta Compton"



Dziś udało mi się obejrzeć "Straight Outta Compton" choć nie jestem fanką rapu, czy to polskiego czy amerykańskiego. Mimo to, dałam radę i podobało mi się, choć spojrzałam na to z odrobinę innej perspektywy. 


Film opowiada o o powstaniu i upadku kultowej formacji N.W.A (Niggaz Wit Attitudes), z której wywodzą się Dr. Dre, Ice Cube iEazy-E. Wraz z bohaterami przenosimy się do czasów, gdzie tzw. "gangsta rap" zaczynał się rozwijać i pojawiać coraz częściej na "salonach". W związku z tekstami z wieloma wulgaryzmami m.in przeciwko policji, grupa miała często problemy (aresztowania, bezpodstawne zatrzymania i przeszukiwania: na każdym krokiem spotykali policjantów, którzy widząc, że są czarni brali ich za najgorszych gangsterów lub handlarzy narkotykami) 
Przyznam szczerze, że wcześniej nie wiedziałam praktycznie nic o N.W.A. Słyszałam o Ice Cube'ie, Dr. Dre ale nigdy nie interesowałam się ich historią, początkami i życiem. 

Dużym zaskoczeniem było dla mnie, jak strasznie rasistowsko zachowywała się policja. Dosłownie na każdym kroku murzyni byli posądzani o posiadanie narkotyków, broni i bóg wie czego jeszcze. Po części, rozumiem ten tok myślenia: większość gangów to rzeczywiście osoby czarnoskóre, ale to nie znaczy, że musimy wrzucić wszystkich do jednego worka i traktować jak śmieci. 

Reasumując: "Straight Outta Compton" to niewątpliwie historia wzlotów i upadków grupy chłopaków z Compton, którzy napędzani marzeniami o muzyce zdobyli odwagę by robić coś, mimo wszechobecnej sytuacji. Nie było łatwo i nie było zawsze legalnie, ale koniec końców tak działa teraz ten świat. Ice Cube i Dr. Dre wraz ze swoją "drużyną" odmienili świat w latach 90', pokazując, że dobry rap opowiada prawdziwą historię, ze wszystkimi emocjami i przesłaniem. W ten sposób, drogą prób i błędów odnaleźli swoją własną ścieżkę, po której podążali aż doszli na szczyt i osiągnęli prawdziwy sukces. 


"Straight Outta Compton" 7/10 
-M



sobota, 11 lipca 2015

"(...) Trafiłem tam jako magister z marihuany, wyszedłem z doktoratem z kokainy. "czyli jak przemycać narkotyki?: "Blow"

Cześć!

 

 Jestem pewna, że większość z Was nie słyszała o tym filmie. Do niedawna także znajdowałam się w tym jakże licznym gronie. Teraz, gdy w końcu znalazłam okazję by nadrobić zaległości, nie mogę was nie zachęcić do tego filmu. Już wyjaśniam dlaczego. 

Historia, jak napisane jest również na plakacie, oparta jest na prawdziwych wydarzeniach: George Jung naprawdę istnieje i podobno w 2014 roku wyszedł z więzienia. A za co siedział? Otóż George jest popularnym w całych Stanach Zjednoczonych przemytnikiem narkotyków. Swoją działalność rozpoczął w latach 60' i kontynuował póki nie poszedł do więzienia na 20 lat za przemyt i posiadanie kokainy. 

Pewnie zastanawiacie się co w tym filmie jest takiego fajnego.. Przecież jest takich wiele. No tak, prawda. Ale w tamtych filmach nie gra Johny Depp. Dla mnie aktorstwo, którego byłam świadkiem, jest totalną górną granicą. Depp odegrał to świetnie i ta rola była idealnie do niego dopasowana: jakby urodził się by zagrać przemytnika narkotyków.. Chociaż Johny często gra gangsterów i podobnego kroju osobników. 

Historia ta oprócz oczywistego wątku narkotyków zawiera tez w sobie opowieść z życia, wzloty i upadki, miłość głównego bohatera do córki i to, jak przez swoją głupotę zawiódł ją i zranił. Bardzo urzekła mnie jego skrucha i chęć naprawienia błędu. Jednak wiadomo, niektórych rzeczy nie da się cofnąć. 

"Blow" opowiada ciekawą historię mężczyzny, który postanowił żyć inaczej niż swoi rodzice, wyjechał do Kalifornii, gdzie zaczęła się jego przygoda: marihuana, kokaina, alkohol i zatracenie. Mimo iż tonął w pieniądzach (jego dobytek określa się na ok. 60 millionów $ z czego 30mln$ stracił przez bank) stracił coś dużo ważniejszego, jak sam to określił, swoje serce. 
Niesamowicie porywajacy film, pełen głębi i naprawdę warty poświęcenia dwóch godzin. Chętnie obejrzałabym go jeszcze raz. 
 POLECAM! 

"Blow" 10/10
-M

czwartek, 4 czerwca 2015

"Montage of Heck" życie Kurta Cobaina i dzieje Nirvany!

Cześć! 

Wróćmy na chwilę do czasów, w których niestety nie dane mi było żyć: era Nirvany, lata 80 i 90 w większosći należały do grungowego zespołu Nirvana, której lider, Kurt Cobain popełnił samobójstwo w 1994 strzelajac sobie w głowę. 
Nie trzeba być fanem Nirvany by wiedziec kim jest Kurt: swego czasu był ikoną zbutnowanych nastolatków, którzy słuchajac jego muzyki, czuli że w końcu jest ktos kto ich rozumie, wyslucha i da nadzieję czy upust emocjom. Kurt od zawsze był inny: niesamowitym indywidualistą, artystą i dziwakiem czasami w pozytywnym jak i negatywnym znaczeniu. 
Film opowiada o jego dzieciństwie, rozwodzie rodziców i tym, jak zaczęła sie jego przygoda z narkotykami: najpierw od marihuany, do cięższych substancji. 
Film jest zmontowany wręcz perfekcyjnie. Oddaje on bowiem klimat zespołu jak i po trochu indywidualizm i poglądy Cobaina, który prowadził pamietnik, zapisując w nim poszególne fakty ze swojego życia, które także zostały w bardzo innowacyjny sposób przedstawione w "Montage of Heck". Wszystko to przeplata się z licznymi animacjami, które sa na najwyższym poziomie, zadbane nawet w najmniejszych szczegółach, po bardzo osobiste wypowiedzi rodziców Kurta, przyjaciół i żony. 

Reasumując: "Montage of Heck" jest filmem w wiekszości dedykowanym dla fanów Nirvany lub Kurta Cobaina i nieukrywam- jest to film cieżki, momentami psychodeliczny i przerażajacy, ale pozwala zobaczyć byc może namiastkę tego jak myślał Kurt. Wielu ludzi twierdzi, że jego samobójstwo wcale nie było przypadkiem, a śmierć to nic innego niż dobrze zaplanowane morderstwo. Być może tak jest, jednak film nie ukazuję tego i nie porusza tego tematu. Jednego jestem pewna, wszystko co się stało, zaczęło się od rodziców: braku miłości, wysyłania go z domu do domu. Wiadomo, okropnie jest czuć się niechcianym, ciężarem, nikim dla swojej własnej rodziny. Stąd wzięły sie wszystkie problemu Cobaina, z domu. Domu, w którym nikogo nie obchodził wystarczajaco by porozmawiać z nim. Gdy dorósł, problemy stały się jeszcze cieższe. Jego wrażliwość i emocje wzięły górę. Popadł w depresję przez którą odebrał sobię życie. Kto wie, jak potoczyło by sie jego zycie gdyby rodzice postanowili, że kochaja swojego syna i poświęcą mu swój cenny czas? 
Film polecam. Jednakże wiem, że nie każdemu się spodoba. Jak wspomniałam, jest on cieżki i zdecydowanie inny niż większość filmów, lecz mimo to warty poświęcenia na niego ponad 2 godzin. 

"Montage of Heck" 7/10
-M

środa, 3 czerwca 2015

"Jobs" czyli biografia Steve'a Jobsa w pigułce.

Cześć!

 Każdy z nas ma jakiś pomysł na siebie: czy to na własną firmę czy coś zupełniego innego. Większość z nas jednak boi się zaryzykować: podjąć wyzwania i postarać się, sprawdzić, zobaczyć czy się uda a jeśli nie to ponieśc porażkę wiedząc, że chociaż się spróbowało. 
Takim podejściem Steve Jobs zawojował rynek komputerowy w Stanach Zjednoczonych. Jego upór, wizja i perfekcjonizm w dużej mierze odpowiadają za ogromny sukses Apple, dla nas, dośc eksluzywnej marki, której laptopy, telefony, komputery, Ipody, Ipada, i wszystkie inne gadżety  do dziś są produkowane i sprzedawane.
Na samym poczatku widzimy tak jakby wydarzenie, najdalej wysunięte w przyszłość: Steve (Kutcher) prezentuje Ipoda. Potem jednakże cofamy się aż do studenckich czasów Jobsa i poznajemy go jako osobę, marzyciela i wyzjonera perfekcjonistę. Co do filmu, przyznam szczerze, że nie podobał mi się. Dlaczego? 
Po pierwsze: był dużo za długi co w efekcie skutkowało moim przysypianiem i chęcia wyłączenia go i pójścia spać. 
Po drugie: jeśli wierzyć filmowi, Jobs był niesamowitym dupkiem. Czy to w pracy czy w życiu prywatnym. Jasne, każdy z nas popełnia błędy i rozumiem to. Jednak czasami jego zachowanie budziło mocny niepokój i pytanie: "Co ty człowieku wyprawiasz!" 

Reasumujac: "Jobs" jest historią człowieka, wizjonera, założyciela firmy Apple, który zrewolucjonizował rynek komputerowy, jednakże w rzeczywistości nie był bardzo interesujacą osobą. W moim odczuciu Jobs był marzycielem i człowiekiem wytrwałym, ale także dużym dzieckiem, które zaczynało krzyczeć, gdy coś nie szło po jego myśli. Oczywiście biorąc pod uwagę wydarzenia z filmu, miał do tego prawo raz czy dwa. Ale w pewnych chwilach jego zachowanie było niesamiowicie dziecinne. Był także niesamowicie pozytywny, pewny siebie i miał swego rodzaju charyzmę, której nie da się mu odmówić. Dlatego tez uważam, że film można obejrzeć, ale bez rewelacji. Chwilami się dłuży i przynudza, ale jeśli jest sie ciekawym jak to wszystko się zaczęło, czemu nie poświęcić mu 2 godzin ze swojego życia? 

"Jobs" 5/10
-M
 


 

wtorek, 2 czerwca 2015

O powstaniu Facebooka "The Social Network"

Cześć! 

Dzisiaj przeniesiemy się na chwile do  Harvardu, szkoły, gdzie pewien geniusz komputerowy, programista Mark Zuckerberg, przez zupełny przypadek, stworzył Facebooka, stronę szaconawą teraz na miliardy dolarów.
Historia skupia się na Marku: od samego początku widzimy, że jest on osobą dość specyficzną: ironiczną a powiedziałabym nawet, że złośliwą. Jednakże chłopak jest utalentowany i zaradny, co pokazuję nam w dalszej cześci. Na samym początku stwarza portal, który w 4 godziny biję rekordy wejścia co skutkuje przeciążeniem sieci w Harvardzie, a samemu twórcy przynosi problemy. Mark nie poddaje się, tworzy dalej. W rezultacie powstaję Facebook o uprzedniej nazwie Thefacebook. 
Ogólnie film nie zrobił na mnie dużego wrażenia, ale nie był nudny: nie spodziewałam sie po nim wiele, aczkolwiek byłam ciekawa historii najmłodszego milionera "z przypadku" na świecie. Zastrzeżeń, nie tyle co do filmu, co do postawy naszego bohatera mam kilka. Mark został przedstawiony fatalnie: w prawie, że najgorszym świetle. Nie chce spoilerować tym z Was, którzy jeszcze nie oglądali, ale jego zachowanie wobec przyjaciela naprawde było dalekie od właściwego.
Reasumujac: "The Social Network" jest filmem opowidającym historię zwykłego chłopaka, który z uporem mianiaka dążył do spełnienia swojego celu, jakim było otowrzenie strony internetowej, na której ludzie mogliby rozmawiać, dodawać zdjecia, umawiąć się i zapraszać do znajomych. Po wzlotach i upadkach Mark dopiął swego, ale czy rzeczywiście wygrał? Zaistniało parę sytuacji, w których wykazał się arogancją i dumą, ale koniec końców, wszystko dobrze się skończyło. 
Czy w rzeczywistości tak było, tego nie wiem. 
Być może wszystko zostało przekoloryzowane na potrzeby filmu. 
Faktem jest jednak, że gdyby nie Mark i jego pomysł, nie mielibyśmy teraz, popularnej na całym świecie strony, jaka jest Facebook. 

"The Social Network" 7/10
-M