Dziś udało mi się obejrzeć "Straight Outta Compton" choć nie jestem fanką rapu, czy to polskiego czy amerykańskiego. Mimo to, dałam radę i podobało mi się, choć spojrzałam na to z odrobinę innej perspektywy.
Film opowiada o o powstaniu i upadku kultowej formacji N.W.A (Niggaz Wit Attitudes), z której wywodzą się Dr. Dre, Ice Cube iEazy-E. Wraz z bohaterami przenosimy się do czasów, gdzie tzw. "gangsta rap" zaczynał się rozwijać i pojawiać coraz częściej na "salonach". W związku z tekstami z wieloma wulgaryzmami m.in przeciwko policji, grupa miała często problemy (aresztowania, bezpodstawne zatrzymania i przeszukiwania: na każdym krokiem spotykali policjantów, którzy widząc, że są czarni brali ich za najgorszych gangsterów lub handlarzy narkotykami)
Przyznam szczerze, że wcześniej nie wiedziałam praktycznie nic o N.W.A. Słyszałam o Ice Cube'ie, Dr. Dre ale nigdy nie interesowałam się ich historią, początkami i życiem.
Dużym zaskoczeniem było dla mnie, jak strasznie rasistowsko zachowywała się policja. Dosłownie na każdym kroku murzyni byli posądzani o posiadanie narkotyków, broni i bóg wie czego jeszcze. Po części, rozumiem ten tok myślenia: większość gangów to rzeczywiście osoby czarnoskóre, ale to nie znaczy, że musimy wrzucić wszystkich do jednego worka i traktować jak śmieci.
Reasumując: "Straight Outta Compton" to niewątpliwie historia wzlotów i upadków grupy chłopaków z Compton, którzy napędzani marzeniami o muzyce zdobyli odwagę by robić coś, mimo wszechobecnej sytuacji. Nie było łatwo i nie było zawsze legalnie, ale koniec końców tak działa teraz ten świat. Ice Cube i Dr. Dre wraz ze swoją "drużyną" odmienili świat w latach 90', pokazując, że dobry rap opowiada prawdziwą historię, ze wszystkimi emocjami i przesłaniem. W ten sposób, drogą prób i błędów odnaleźli swoją własną ścieżkę, po której podążali aż doszli na szczyt i osiągnęli prawdziwy sukces.
"Straight Outta Compton" 7/10
-M




