Stronq główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Johnny Depp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Johnny Depp. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Film: "Benny i Joon": czyli jak odpowiednia osoba może zmienić nasze życie :)

Czasami odpowiednie nastawienie innych może nam poprawić lub pogorszyć humor. Każdy z nas powinien wiedzieć, że ludzie mają na nas wpływ: czy to dobry czy zły. Wszystko zależy od nastawienie. Na własnej skórze przekonała się o tym Joon. 

Benny jest starszym bratem Joon, który opiekuję się nią. Dziewczyna nie może zostać sama ze względu na chorobę psychiczną. Gdy przegoniła kolejną gosposię, lekarz Joon zaczyna przekonywać Benna do umieszczenia dziewczyny w zakładzie psychiatrycznym. Ten jednak odmawia, nie chcą by jego siostra była zamknięta. Pewnego razu, przegrywa w karty i zmuszony jest przyjąć do swojego domu ekscentrycznego kuzyna swojego przyjaciela, Sama. Chłopak, jak się okazuję, świetnie dogaduję się z Joon po czym zaprzyjaźniają się: dzięki temu dziewczyna zdecydowanie lepiej się czuję, nie wpada tak często w napady złości i nie miewa ataków. Jak to wszystko się skończy? Czy Joon wyzdrowieje czy jednak zakład będzie nieunikniony? Czy połączy ją coś wiecej z Samem? Tego wszystkiego dowiecie się oglądając "Benny i Joon".


Co tu dużo mówić: kolejny świetny film. Począwszy od gry aktorskiej na mistrzowskim poziomie, kończąc na historii, która jest inspirującą i bardzo pozytywnie wpływa na człowieka. 

Sam jest typowym indywidualistą, lekko ekscentrycznym, śmiesznym i niegroźnym. Wielu ludzi nie docenia go, wyzywa od debili i śmieję się z niego. Chłopak jednak nie poddaje się i pozostaję dziwnym sobą, jednocześnie zmieniając życie Joon na lepsze. Benny na początku jest przeciwny, ale widząc szczęście siostry, odpuszcza. 

Reasumując: "Benny i Joon" to mega pozytywny film, która pokazuję, że odpowiednia osoba jest w stanie poprawić nasze samopoczucie i zmienić nasze życie. Osobiście, bardzo mi się podobała inność, która została przedstawiona w Samie i Joon: może się wydawać, że obydwoje są lekko niezrównoważeni, ale tak naprawdę są normalni, tylko inni. 
Jeśli szukacie czegoś podobnego, polecam serdecznie zapoznać się z tym filmem. Nie będziecie żałować a nawet mi podziękujecie :) Może nie jest arcydziełem, ale zasługuje na docenienie. 

"Benny i Joon" 9/10
-M




niedziela, 10 stycznia 2016

Film: "Don Juan DeMarco" czy romantyczność to choroba?

Bycie romantycznym to nie dziedzina, w której każdy czuję sie dobrze. Don Juan DeMarco jednak ją opanował do perfekcji, uwodząc każdą kobietę na swojej drodze.

Film opowiada historię młodego, 21 letniego chłopaka, który w przebraniu ala Zorro chodzi po mieści i uważa się za Don Juana: najlepszego kochanka świata. Pewnego dnia postanawia popełnić samobójstwo. Psychiatra, przekonuje go do zejścia i zbiera go na 10 dniową obserwację w szpitalu psychiatrycznym, gdzie chłopak opowiada mu swoją historię. Lekarz nie może uwierzyć, jak ogromny wpływ wywiera na niego ten chłopak: sam zaczyna inaczej postrzegać świat i swoją żonę. Czy Don Juan przekona lekarzy, że naprawdę nim jest? 

Przede wszystkim chciałabym zaznaczyć, że film ten jest niesamowicie przepełniony romantycznymi opisami kobiet, stosunku jaki mężczyźni powinni do nich mieć i życia seksualnego. Don Juan DeMarco słynął z tego, że każdą kobietę, którą spotkał doprowadzał do szaleństwa, spełniając jej najskrytsze pragnienia przez co każda z nich pragnęła go jeszcze bardziej. Jesli nie lubicie takich kwestii, nie polecałabym oglądać "Don Juan DeMarco"

Film nie jest nudny: przemyślenia jakie serwuje nam na dywaniku u psychiatry DeMarco są bardzo realne i aż trudno samemu lekarzowi uwierzyć, że chłopak rzeczywiście jest chory psychicznie. Akcja nie pędzi, nie jest to film akcji: jest ona powolna ale konkretna. Powoli, wraz z każdą kolejną sesją poznajemy życie Don Juana jednocześnie zastanawiając się ile z tego jest prawdą a ile urojeniem. 

Reasumując: "Don Juan DeMarco" jest filmem bardzo dobry, przepełnionym pięknymi metaforami i romantycznymi opisami, które tylko prawdziwy Don Juan mógł wymyślić. Koniec filmu jest pozytywny: uśmiech na pewno wkradnie się na Wasza twarze. Pada tam również bardzo ważne zdanie: "Don Juan DeMarco był chory na romantyczność" Dlaczego? Bo dla niego najważniejsza wartością była miłość. 

Polecam! 

"Don Juan DeMarco" 8/10
-M


sobota, 9 stycznia 2016

Film: "Beksa" czyli rozśpiewane lata 90'

Nie jestem fanką musicali, ale bywają takie, które mnie pozytywnie zaskoczą. Zaczynając od "High School Musical", które oglądałam jako mała dziewczyna, kończąc na "Nędznikach", którzy są fenomenalni. Ostatnio zmierzyłam się z "Beksą", jako, że potrzebowałam czegoś z klimatem lat 90. I sama do końca nie wiem, co myślę. 

Fabuła filmu jest dość prosta: Beksa (Johnny Depp) zakochuje się w grzecznej dziewczynce, która już nie chce dłużej byc grzeczna. Postanawia iść za głosem swojego serca i być z Beksą mimo przeciwności losu. 

"Beksa" jest filmem, który należy potraktować z przymrużeniem oka (a przynajmniej ja tak to odebrałam) 

Johnny Depp, którego rola nie była łatwa, jak zwykle świetnie sobie poradził jako niegrzeczny chłopiec. Swoją drogą, zawsze będę go widziała jako tego "złego", to po prostu do niego pasuje. 

Fabuła była dobra, ale dziwna. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam dziwne, inne filmy, ale ten chyba nie do końca wstrzelił się w moje gusta. 

Piosenki śpiewane przez bohaterów nie przeszkadzały mi: miało to swój urok, gdy Beksa był w więzieniu i śpiewał by go uwolnili do jego ukochanej. Zdecydowanie wpasowała się muzyka w klimat filmu i wyszło to na plus. 

Reasumując: "Beksa" jest filmem o bardzo dziwnej ale interesującej fabule. Wielbiciele musicali odnajdą w nim coś dla siebie zarówno jak i fani Johnnego. Na przykładzie tego filmu widzimy jak dzielą się ludzie: na tych zupełnie normalnych a nawet nudnych i tych indywidualistów, czasami niegrzecznych ale w końcu, każda kobieta kocha niegrzecznych chłopców, prawda? Na szczęście nie nudziłam się i oglądałam go z przyjemnością. Jednakże, nie wiem czy kiedykolwiek to powtórzę. Tak jak wspomniałam, nie jest to raczej film, który mnie urzekł. 


"Beksa" 6/10
-M




piątek, 8 stycznia 2016

Film: "Czekolada" czyli mnóstwo słodyczy i Johny Depp!

Znam przypadki osób, które nie lubią czekolady. Jest to dla mnie niezrozumiałe i bardzo, ale to bardzo dziwne. Osobiście uwielbiam gorzką czekoladę, przede wszystkim 80% z Linda (jest droga ale warta tych pieniędzy) Dzisiejszy film aż przesycony jest słodkościami różnej maści: nie sposób nie mieć ochoty na czekoladę po seansie! 


Poznajemy matkę i córkę, które w czerwonych płaszczach, popychane przez wiatr, przybywają do małego, bardzo religijnego miasteczka. Vianne jest młodą kobietą, która przejęła tradycję po swoich przodkach i zaczęła wraz z córką podróżować po świecie i zapoznawać ludzi z właściwościami, zarówno leczniczymi jak i przyjemnościowymi, gorącej czekolady oraz kakao. Kobieta jednak nie jest wierząca, przez co naraża się burmistrzowi, który rozpowiadać zaczyna plotki o jej złym prowadzeniu. Kobieta jednak nie ugina się i prowadzi sklep z czekoladą, przekonując do siebie coraz więcej ludzi. W pewnym momencie poznaję wędrowców, którzy przypłynęli do protu miasteczka: zaprzyjaźnia się z Rouxem i jego całą rodziną mieszkającą na łodzi.  Zaczyna łączyć ich coś więcej, lecz każde z nich ma duszę wędrowca, który nie zostaje długo w jednym miejscu. Jak to się skończy? Tego musicie dowiedzieć się sami :) 

"Czekolada" to niesamowicie dobry, ciepły, lekki i zarazem głęboki film. Przedstawia nam on życie ludzi z małych miasteczek i pokazuję w jaki sposób myślą o indywidualnych jednostkach i jak ciężko jest im się pogodzić z ich innością. 

Vianne nie poddała się, pozostała sobą i do końca robiła wszystko, by mieszkańcy przestali ją postrzegać jako pomiot szatana, za którego uważał ją burmistrz. Kobiecie udało się odmienić staroświeckie myślenie mieszkańców i udowodniła, że to, że nie chodzi do kościoła, nie znaczy że jest gorsza od nich. 

Na pochwałę także zasługuje niesamowicie smaczny i subtelny wątek miłosny między Vianne i Rouxem. Tych dwoje połączyło coś specjalnego, lecz nie zostało wiele pokazane: jeden pocałunek, trzymanie za ręce czy naprawianie drzwi: w ten sposób dowiadujemy się, co naprawdę do siebie czują. Nie jest to przesłodzone i ogląda się bardzo przyjemnie. 

Reasumując: "Czekolada" jest filmem przepełnionym słodkościami, pralinkami i gorącą czekoladą z chilli. Oprócz tego mamy w nim wiele wartości jak przynależność, wspólnota, religijność i indywidualizm. Jedno bardzo ważne, co przekazuję nam ten film: nie ważne czy jesteś inny czy nie, po prostu bądź sobą. Nie zaliczyłam bym go do komedii romantycznej, ale zdecydowanie wpleciony został delikatny wątek miłosny. Film trwa ponad 2 godziny lecz przez ten czas nie jest ani trochę nudny. Zakończenie jest także istotne: pozostawia widza z szerokim uśmiechem na twarzy i sprawiając, że całość na długo zapada w pamięć. POLECAM! 

"Czekolada" 10/10
-M

sobota, 26 września 2015

Film: "Bezwstydny Mortdecai": czyli Johny Depp znów w moim sercu!!

Tajemnicą nie jest, że uwielbiam Johnego Deppa. Może nie jestem mega fanką i nie zawieszam plakatów z jego podobizną nad łóżkiem, ale cenię go jako dobrego aktora i zawsze (prawie) filmy z nim są dla mnie przyjemnością. Tak samo było i tym razem. 

Film opowiada historię brytyjskiego arystokraty, będącego jednocześnie pracownikiem galerii sztuki oraz złodziejem. Ma on zamiar odnaleźć i zrabować obraz, który skrywa cenne informacje. Wraz z żoną i swoim ochroniarzem, jeżdżą po świecie, poszukują obrazu i przezywają przygody. 

Absolutnie świetna komedia na deszczowe, sobotnie popołudnie! 

Postać Johnego, czyli Pan Mortdecai jest taką ciapą: ma swojego ochroniarza, który robi wszystko za niego i broni jego tyłka przez złymi ludźmi. Ogląda się to niesamowicie dobrze i naprawdę śmieszy. 

Akcja toczy się wartko, nie mam niejasnych przeskoków w czasie czy głupich żartów, co jest ogromnym plusem. Powiedziałabym, z ręką na sercu, że jest to komedia na dość wysokim poziomie, ale również niezbyt wymagająca od widza. Spełnia swoje zadanie: mnie wiele momentów śmieszyło i moje ogólne wrażenie jest bardzo pozytywne. 

Reasumując: "Bezwstydny Mortdecai" jest jak najbardziej lekkim i przyjemnym filmem: dobrym na odstresowanie się i zresetowanie komórek mózgowych po wyczerpującym tygodniu lub dniu. Polecam przede wszystkim fanom Johnego, który zagrał naprawdę dobrze i przekonującą. Odrobinę podobny do Jacka Sparrowa, ale tylko odrobinę. 

Bez niepotrzebnych słów, obejrzyjcie w wolnym czasie a nie będziecie żałować :) 

"Bezwstydny Mortdecai" 7/10
-M

sobota, 11 lipca 2015

"(...) Trafiłem tam jako magister z marihuany, wyszedłem z doktoratem z kokainy. "czyli jak przemycać narkotyki?: "Blow"

Cześć!

 

 Jestem pewna, że większość z Was nie słyszała o tym filmie. Do niedawna także znajdowałam się w tym jakże licznym gronie. Teraz, gdy w końcu znalazłam okazję by nadrobić zaległości, nie mogę was nie zachęcić do tego filmu. Już wyjaśniam dlaczego. 

Historia, jak napisane jest również na plakacie, oparta jest na prawdziwych wydarzeniach: George Jung naprawdę istnieje i podobno w 2014 roku wyszedł z więzienia. A za co siedział? Otóż George jest popularnym w całych Stanach Zjednoczonych przemytnikiem narkotyków. Swoją działalność rozpoczął w latach 60' i kontynuował póki nie poszedł do więzienia na 20 lat za przemyt i posiadanie kokainy. 

Pewnie zastanawiacie się co w tym filmie jest takiego fajnego.. Przecież jest takich wiele. No tak, prawda. Ale w tamtych filmach nie gra Johny Depp. Dla mnie aktorstwo, którego byłam świadkiem, jest totalną górną granicą. Depp odegrał to świetnie i ta rola była idealnie do niego dopasowana: jakby urodził się by zagrać przemytnika narkotyków.. Chociaż Johny często gra gangsterów i podobnego kroju osobników. 

Historia ta oprócz oczywistego wątku narkotyków zawiera tez w sobie opowieść z życia, wzloty i upadki, miłość głównego bohatera do córki i to, jak przez swoją głupotę zawiódł ją i zranił. Bardzo urzekła mnie jego skrucha i chęć naprawienia błędu. Jednak wiadomo, niektórych rzeczy nie da się cofnąć. 

"Blow" opowiada ciekawą historię mężczyzny, który postanowił żyć inaczej niż swoi rodzice, wyjechał do Kalifornii, gdzie zaczęła się jego przygoda: marihuana, kokaina, alkohol i zatracenie. Mimo iż tonął w pieniądzach (jego dobytek określa się na ok. 60 millionów $ z czego 30mln$ stracił przez bank) stracił coś dużo ważniejszego, jak sam to określił, swoje serce. 
Niesamowicie porywajacy film, pełen głębi i naprawdę warty poświęcenia dwóch godzin. Chętnie obejrzałabym go jeszcze raz. 
 POLECAM! 

"Blow" 10/10
-M