Stronq główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 lutego 2016

Film: "Zjawa": Czy tym razem Leonardo DiCaprio dostanie Oskara?

Oskary coraz bliżej. Jak zawsze staram się obejrzeć każdy film nominowany do tej prestiżowej nagrody i subiektywnie ocenić, czy rzeczywiście mi się podoba i czy odnajduję w nim coś więcej niż dobrą reżyserię lub muzykę. Ostatnio wybrałam się do kina na najnowszy film z DiCaprio, "Zjawa". 

Zapraszam dalej, powiem dużo ciekawych rzeczy :) 


Film opowiada historię podróżnika (Hugh Glass), który po ataku niedźwiedzia (przez własną głupotę, muszę dodać) zostaję porzucony przez swoich ludzi. W dodatku jeden z nich, Fiztgerald, próbuje go zabić, lecz syn Glassa powstrzymuję go, przez co sam ponosi śmierć. Mężczyzna poprzysięga zemstę na Fiztgeraladzie lecz najpierw musi wyzdrowieć: atak niedźwiedzia uszkodził bardzo jego ciało, przez co nie był w stanie chodzić i mówić. Siła woli i chęć zemsty jednak pozwoliła mu przetrwać i dopiąć swego. 


Od razy zaznaczam, że jest to tylko i wyłącznie moja opinia. Każdy może się nie zgodzić :) 




Film mi się nie podobał. 

Duży plus za ukazanie interesującej historii z małą ilością dialogów: przez większą część filmów obserwujemy jak Hugh Glass walczy z bólem i samym sobą by przetrwać. Widzimy dużo brutalnych niemalże okrutnych scen, ale to akurat normalne w tamtych czasach. 

Relacje z bohaterami, sam  punkt kulminacyjny wydał się tak banalny, że aż śmieszny. Jednakże, niczego innego sie nie spodziewałam. Może zakończenie powinni zmienić, na dużo bardziej hm. tragiczne? Wtedy wydaję mi się, że "Zjawa" nabrałaby większego sensu. 

Dlaczego więc film mi się nie podobał? Zabrakło mi w nim tego efektu: "wow". Nie było tam nic, co by mnie zaskoczyła, zainteresowało na tyle, że z wywieszonym językiem śledziłabym akcje, która swoją drogą z minuty na minutę stawała się coraz bardziej nudna i nużąca (bo ile można oglądać jęki i krzyki głównego bohatera?) 

Rozumiem przesłanie filmu: wiem co chciał nam ukazać reżyser i aktorzy. Mimo to jednak, film nie jest nawet w połowie tak dobry, jak niektóre filmy, które były nominowane do Oskarów w zeszłym roku. 

Reasumując: "Zjawa" jest filmem o przetrwaniu i zemście. Główny bohater, Hugh Glass (DiCaprio) musi przetrwać by ukarać mężczyznę, który pozbawił życia jego ukochanego syna. Historia ciekawa, jednak momentami wieje nudą. Osobiście, miałam dość jego męki, krzyków, jęków, śliny spływającej po jego ustach gdy się denerwował. Gra aktorska, jak najbardziej na bardzo wysokim poziomie i tego nie zaprzeczam: Leonardo poradził sobie świetnie z powierzoną rolą. Jednakże nie tylko to zalicza się do oceny filmu: w moim odczuciu jest to film średni: można go obejrzeć, ale bez żadnej rewelacji. 

Nie wiem czy film dostanie Oskara czy nie. Wiem jednak, że DiCaprio na niego zasłużył! 

Dajcie znać czy Wam się podobał czy nie. Widziałam, że ma bardzo wysokie noty na FilmWebie, a mimo to, no takie jest moja zdanie :) 

"Zjawa" 5/10
-M


poniedziałek, 11 stycznia 2016

Film: "Benny i Joon": czyli jak odpowiednia osoba może zmienić nasze życie :)

Czasami odpowiednie nastawienie innych może nam poprawić lub pogorszyć humor. Każdy z nas powinien wiedzieć, że ludzie mają na nas wpływ: czy to dobry czy zły. Wszystko zależy od nastawienie. Na własnej skórze przekonała się o tym Joon. 

Benny jest starszym bratem Joon, który opiekuję się nią. Dziewczyna nie może zostać sama ze względu na chorobę psychiczną. Gdy przegoniła kolejną gosposię, lekarz Joon zaczyna przekonywać Benna do umieszczenia dziewczyny w zakładzie psychiatrycznym. Ten jednak odmawia, nie chcą by jego siostra była zamknięta. Pewnego razu, przegrywa w karty i zmuszony jest przyjąć do swojego domu ekscentrycznego kuzyna swojego przyjaciela, Sama. Chłopak, jak się okazuję, świetnie dogaduję się z Joon po czym zaprzyjaźniają się: dzięki temu dziewczyna zdecydowanie lepiej się czuję, nie wpada tak często w napady złości i nie miewa ataków. Jak to wszystko się skończy? Czy Joon wyzdrowieje czy jednak zakład będzie nieunikniony? Czy połączy ją coś wiecej z Samem? Tego wszystkiego dowiecie się oglądając "Benny i Joon".


Co tu dużo mówić: kolejny świetny film. Począwszy od gry aktorskiej na mistrzowskim poziomie, kończąc na historii, która jest inspirującą i bardzo pozytywnie wpływa na człowieka. 

Sam jest typowym indywidualistą, lekko ekscentrycznym, śmiesznym i niegroźnym. Wielu ludzi nie docenia go, wyzywa od debili i śmieję się z niego. Chłopak jednak nie poddaje się i pozostaję dziwnym sobą, jednocześnie zmieniając życie Joon na lepsze. Benny na początku jest przeciwny, ale widząc szczęście siostry, odpuszcza. 

Reasumując: "Benny i Joon" to mega pozytywny film, która pokazuję, że odpowiednia osoba jest w stanie poprawić nasze samopoczucie i zmienić nasze życie. Osobiście, bardzo mi się podobała inność, która została przedstawiona w Samie i Joon: może się wydawać, że obydwoje są lekko niezrównoważeni, ale tak naprawdę są normalni, tylko inni. 
Jeśli szukacie czegoś podobnego, polecam serdecznie zapoznać się z tym filmem. Nie będziecie żałować a nawet mi podziękujecie :) Może nie jest arcydziełem, ale zasługuje na docenienie. 

"Benny i Joon" 9/10
-M




niedziela, 10 stycznia 2016

Film: "Don Juan DeMarco" czy romantyczność to choroba?

Bycie romantycznym to nie dziedzina, w której każdy czuję sie dobrze. Don Juan DeMarco jednak ją opanował do perfekcji, uwodząc każdą kobietę na swojej drodze.

Film opowiada historię młodego, 21 letniego chłopaka, który w przebraniu ala Zorro chodzi po mieści i uważa się za Don Juana: najlepszego kochanka świata. Pewnego dnia postanawia popełnić samobójstwo. Psychiatra, przekonuje go do zejścia i zbiera go na 10 dniową obserwację w szpitalu psychiatrycznym, gdzie chłopak opowiada mu swoją historię. Lekarz nie może uwierzyć, jak ogromny wpływ wywiera na niego ten chłopak: sam zaczyna inaczej postrzegać świat i swoją żonę. Czy Don Juan przekona lekarzy, że naprawdę nim jest? 

Przede wszystkim chciałabym zaznaczyć, że film ten jest niesamowicie przepełniony romantycznymi opisami kobiet, stosunku jaki mężczyźni powinni do nich mieć i życia seksualnego. Don Juan DeMarco słynął z tego, że każdą kobietę, którą spotkał doprowadzał do szaleństwa, spełniając jej najskrytsze pragnienia przez co każda z nich pragnęła go jeszcze bardziej. Jesli nie lubicie takich kwestii, nie polecałabym oglądać "Don Juan DeMarco"

Film nie jest nudny: przemyślenia jakie serwuje nam na dywaniku u psychiatry DeMarco są bardzo realne i aż trudno samemu lekarzowi uwierzyć, że chłopak rzeczywiście jest chory psychicznie. Akcja nie pędzi, nie jest to film akcji: jest ona powolna ale konkretna. Powoli, wraz z każdą kolejną sesją poznajemy życie Don Juana jednocześnie zastanawiając się ile z tego jest prawdą a ile urojeniem. 

Reasumując: "Don Juan DeMarco" jest filmem bardzo dobry, przepełnionym pięknymi metaforami i romantycznymi opisami, które tylko prawdziwy Don Juan mógł wymyślić. Koniec filmu jest pozytywny: uśmiech na pewno wkradnie się na Wasza twarze. Pada tam również bardzo ważne zdanie: "Don Juan DeMarco był chory na romantyczność" Dlaczego? Bo dla niego najważniejsza wartością była miłość. 

Polecam! 

"Don Juan DeMarco" 8/10
-M


sobota, 9 stycznia 2016

Film: "Beksa" czyli rozśpiewane lata 90'

Nie jestem fanką musicali, ale bywają takie, które mnie pozytywnie zaskoczą. Zaczynając od "High School Musical", które oglądałam jako mała dziewczyna, kończąc na "Nędznikach", którzy są fenomenalni. Ostatnio zmierzyłam się z "Beksą", jako, że potrzebowałam czegoś z klimatem lat 90. I sama do końca nie wiem, co myślę. 

Fabuła filmu jest dość prosta: Beksa (Johnny Depp) zakochuje się w grzecznej dziewczynce, która już nie chce dłużej byc grzeczna. Postanawia iść za głosem swojego serca i być z Beksą mimo przeciwności losu. 

"Beksa" jest filmem, który należy potraktować z przymrużeniem oka (a przynajmniej ja tak to odebrałam) 

Johnny Depp, którego rola nie była łatwa, jak zwykle świetnie sobie poradził jako niegrzeczny chłopiec. Swoją drogą, zawsze będę go widziała jako tego "złego", to po prostu do niego pasuje. 

Fabuła była dobra, ale dziwna. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam dziwne, inne filmy, ale ten chyba nie do końca wstrzelił się w moje gusta. 

Piosenki śpiewane przez bohaterów nie przeszkadzały mi: miało to swój urok, gdy Beksa był w więzieniu i śpiewał by go uwolnili do jego ukochanej. Zdecydowanie wpasowała się muzyka w klimat filmu i wyszło to na plus. 

Reasumując: "Beksa" jest filmem o bardzo dziwnej ale interesującej fabule. Wielbiciele musicali odnajdą w nim coś dla siebie zarówno jak i fani Johnnego. Na przykładzie tego filmu widzimy jak dzielą się ludzie: na tych zupełnie normalnych a nawet nudnych i tych indywidualistów, czasami niegrzecznych ale w końcu, każda kobieta kocha niegrzecznych chłopców, prawda? Na szczęście nie nudziłam się i oglądałam go z przyjemnością. Jednakże, nie wiem czy kiedykolwiek to powtórzę. Tak jak wspomniałam, nie jest to raczej film, który mnie urzekł. 


"Beksa" 6/10
-M




piątek, 8 stycznia 2016

Film: "Czekolada" czyli mnóstwo słodyczy i Johny Depp!

Znam przypadki osób, które nie lubią czekolady. Jest to dla mnie niezrozumiałe i bardzo, ale to bardzo dziwne. Osobiście uwielbiam gorzką czekoladę, przede wszystkim 80% z Linda (jest droga ale warta tych pieniędzy) Dzisiejszy film aż przesycony jest słodkościami różnej maści: nie sposób nie mieć ochoty na czekoladę po seansie! 


Poznajemy matkę i córkę, które w czerwonych płaszczach, popychane przez wiatr, przybywają do małego, bardzo religijnego miasteczka. Vianne jest młodą kobietą, która przejęła tradycję po swoich przodkach i zaczęła wraz z córką podróżować po świecie i zapoznawać ludzi z właściwościami, zarówno leczniczymi jak i przyjemnościowymi, gorącej czekolady oraz kakao. Kobieta jednak nie jest wierząca, przez co naraża się burmistrzowi, który rozpowiadać zaczyna plotki o jej złym prowadzeniu. Kobieta jednak nie ugina się i prowadzi sklep z czekoladą, przekonując do siebie coraz więcej ludzi. W pewnym momencie poznaję wędrowców, którzy przypłynęli do protu miasteczka: zaprzyjaźnia się z Rouxem i jego całą rodziną mieszkającą na łodzi.  Zaczyna łączyć ich coś więcej, lecz każde z nich ma duszę wędrowca, który nie zostaje długo w jednym miejscu. Jak to się skończy? Tego musicie dowiedzieć się sami :) 

"Czekolada" to niesamowicie dobry, ciepły, lekki i zarazem głęboki film. Przedstawia nam on życie ludzi z małych miasteczek i pokazuję w jaki sposób myślą o indywidualnych jednostkach i jak ciężko jest im się pogodzić z ich innością. 

Vianne nie poddała się, pozostała sobą i do końca robiła wszystko, by mieszkańcy przestali ją postrzegać jako pomiot szatana, za którego uważał ją burmistrz. Kobiecie udało się odmienić staroświeckie myślenie mieszkańców i udowodniła, że to, że nie chodzi do kościoła, nie znaczy że jest gorsza od nich. 

Na pochwałę także zasługuje niesamowicie smaczny i subtelny wątek miłosny między Vianne i Rouxem. Tych dwoje połączyło coś specjalnego, lecz nie zostało wiele pokazane: jeden pocałunek, trzymanie za ręce czy naprawianie drzwi: w ten sposób dowiadujemy się, co naprawdę do siebie czują. Nie jest to przesłodzone i ogląda się bardzo przyjemnie. 

Reasumując: "Czekolada" jest filmem przepełnionym słodkościami, pralinkami i gorącą czekoladą z chilli. Oprócz tego mamy w nim wiele wartości jak przynależność, wspólnota, religijność i indywidualizm. Jedno bardzo ważne, co przekazuję nam ten film: nie ważne czy jesteś inny czy nie, po prostu bądź sobą. Nie zaliczyłam bym go do komedii romantycznej, ale zdecydowanie wpleciony został delikatny wątek miłosny. Film trwa ponad 2 godziny lecz przez ten czas nie jest ani trochę nudny. Zakończenie jest także istotne: pozostawia widza z szerokim uśmiechem na twarzy i sprawiając, że całość na długo zapada w pamięć. POLECAM! 

"Czekolada" 10/10
-M

czwartek, 7 stycznia 2016

Film "Zanim się rozstaniemy" przypadek czy przeznaczenie?

Czasami z pozoru najgorszy dzień w naszym życiu może stać sie tym najlepszym. O tym przekonała się Brooke. 

Film opowiada historię Brooke i Nicka: spotykają się przypadkowo na dworcu, gdy dziewczyna biegnie na ostatni pociąg do Bostonu. Niestety nie zdąża na niego i zmuszona jest spędził noc w Nowym Jorku. Na domiar złego została okradziona z dokumentów i pieniędzy, a komórka wypadła jej gdy biegła do pociągu, roztrzaskując się. Nick, grający na trąbce muzyk, postanawia jej pomóc. Spędzają razem czas opowiadając o swoich marzeniach, problemach i starając się zarobić pieniądze na wczesny powrót Brooke do domu. Okazuję się, że życie każdego z nich jest dużo bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka: Nick przez długi czas nie mógł się pogodzić z odejściem ukochanej podczas gdy Brooke nie wie, co powinna zrobić ze swoim mężem. Czy uda im się znaleźć rozwiązanie na każda zadane pytanie? Tego dowiecie się, ogladając "Zanim się rozstaniemy". 

Na początku warto wspomnieć, że reżyserią zajął się Chris Evans, który także odegrał rolę Nicka. Nie wiem czy wcześniej miał styczność z reżyserowaniem, jednakże atmosfera jaką stworzył oraz w jaki sposób przekazał wszystko było piękne i naprawdę wzruszające.

Urzekło mnie również zachowania każdego z bohaterów: Nick i Brooke obydwoje są ludźmi z bagażem nieprzyjemnych doświadczeń. Jednakże odnajdują w sobie przyjaciół i po jakimś czasie rozmawiają otwarcie o tym, co przeżyli i czego oczekują od życia. 

Reasumując: "Zanim się rozstaniemy" jest komedią romantyczną w zupełnie innym stylu: nie znajdziemy tutaj ckliwych "kocham cię" i przereklamowanego happy endu. Historia opowiedziana został od początku do końca w bardzo wysublimowany i elegancki sposób otoczona świetnym klimatem i błyskotliwymi dialogami między postaciami. Ogromny plus należy się za sposób w jaki film został zakończony, pozwalając widzowi na pełną dowolność w interpretacji. Niektórzy są zawiedzeni, ale tylko takie zakończenie idealnie pasowało do "Zanim się rozstaniemy". Nie zostaję mi nic innego jak polecić Wam go i czekać na wasze opinie :) 


"Zanim się rozstaniemy" 9/10
-M

sobota, 19 grudnia 2015

"Wszystkie jasne miejsca" Jennifer Niven: historia Violet i Theodora.

Bardzo dawno już nie czytałam żadnej książki. Dlaczego? Przyczyna jest prosta: czas. Wiem ,że wymówka jest dość słaba, ale gdy ledwo starcza czy sił by zrobić sobie obiad, książki schodzą na drugi bok. Pod wpływem jednej z recenzji, postanowiłam dać szanse książce: "Wszystkie jasne miejsca". Co o niej sądze? 

Historia skupia się na dwóch bohaterach: Theodorze Finch'u, chłopakowi który zawsze chodzi własnymi ścieżkami oraz Violet, popularnej, pięknej dziewczynie, której życie przestaje mieć sens po śmierci starszej siostry. Niespodziewanie tych dwoje spotyka się na wieży, gdzie obydwoje myślą nad samobojstwem. Żadne z nich go nie popełnia i od tej chwili zaczyna sie ich wspólna przygoda. Geografia, na którą razem chodzą, jest przedmiotem, który połączy ich w przyszłości i odmieni Violet wraz z Finch'em. Gdy zostają połączenie w parę przy projekcie, zbliżają się do siebie, aż w końcu stają się prawie nierozłączni i zakochuja się w sobie bez pamięci. Theodore jednak zmaga się ze swoimi demonami wierząc, że wygra. 
Czy mu się to udaję? Czy naszych bohaterów czeka "i żyli długo i szczęśliwie?" Tego Wam nie powiem. Musicie sami się przekonać, czytając "Wszystkie jasne miejsca" 

Wielokrotnie słyszałam jak ludzie porównują tę książkę do popularnych "Gwiazd naszych wina". Jednakże, zupełnie się nie zgadzam. 

Przedstawiona sytuacja w jest zupełnie inna niż w "Gwiazdach...". Opowiada o innym typie choroby, osoby i przeżyć. Możemy wejść w głowę Theodora i ujrzeć w jaki sposób postrzega on świat, co myśli i co robi. Jest to zdecydowanie smutne, obserwowanie jak bohater walczy ze sobą jednocześnie nie chcąc pomocy z zewnątrz. Równocześnie widzimy problemy Violet, która nie może poradzić sobie z odejściem swojej siostry: obydwie uczestniczyły w wypadku, ale tylko jedna z nich zginęła. Violet czuję ciężar tego zdarzenia na swoich barkach, wierzy, że to jej wina i jest za to odpowiedzialna. 

Każdy z bohaterów ma swoje wewnętrzne demony. Każdy z nich walczy ze sobą w taki lub inny sposób. Dzięki temu książka jest bardzo inspirująca i pozytywna, pomimo bardzo ciężkiego tematu poruszonego przez autorkę. Samobójstwo nie jest rozwiązaniem: trzeba spojrzeć na życie inaczej, pożyć chwilę jakby jutra miało nie być.- to przekazuję nam ta książka. 

Reasumując: "Wszystkie jasne miejsca" jest książką z gatunku Young Adult. Porusza bardzo trudny temat samobójstw oraz chorób psychicznych jak zaburzenia osobowości czy depresja. Na każdej stronie obserwujemy ludzi, którzy na pozór mają idealnie życie, lecz w środku czują się złamani, zepsuci, nic nie warci. Książka mówi nam, że nie ma nic złego w byciu innym, wyjątkowym. Nie ma nic złego w byciu "tym dziwnym". Dopóki jesteś sobą i czujesz się z tym dobrze, nie robisz nic złego. I powinienieś być z tego dumny! Z drugiej strony mówi nam, że jeśli czujesz, że coś jest nie tak, masz wahania nastroju, poproś o pomoc, nie wstydź się, nie chowaj tego w sobie, nie duś uczuć, nie zabijaj się. 

Nie sądziłam, że dostanę tak silny przekaz. Nie zostaję mi nic innego jak Wam ją polecić. Nie jest to może dzieło sztuki, ale jej przekaz oraz forma w jakiej przedstawiła sprawę autorka zasługują na docenienie. 

"Wszystkie jasne miejsca" 8/10
-M



niedziela, 13 grudnia 2015

Film: "Młodzi gniewni" czyli o niekonwencjonalnych metodach nauczania.

Każdy z nas na którymś etapie nauczania spotkał się z nauczycielem z prawdziwego zdarzenia: takim, któremu zależało na swoich uczniach a nie tylko na wypłacie i dobrych tematach w dzienniku na wypadek sprawdzenia. Taką nauczycielką była Pani Jonhson. 

"Młodzi gniewni" to historia oparta na faktach. Była oficer marines, pewnego dnia podejmuje pracę w szkole. Na początku nie wie, że została przydzielona do klasy, gdzie uczniowie w większości są czarnoskórzy i trudni. Pani Johnson musi poradzić sobie z ich obelgami, wyzwiskami i wybrykami. Po jakimś czasie jednak kobieta znajduje sposób by przykuć ich uwagę, zaczyna uczyć ich karate, opowiada o swoich czasach w marines i zaczyna zapoznawać ich ze światem poezji. Uczniowie coraz bardziej otwierają się i zdradzają nauczycielce swoje problemy: mówią, jak żyję się w ich dzielnicach, jak śmierć jest na porządku dziennym i jak sobie z tym radzą. Po jakimś czasie, Johnson zżywa sie ze swoimi uczniami i pomaga im jak może. 



Film jest naprawdę bardzo dobry i pokazuję jak wygląda życie ludzi, którzy często są nazywani "marginesem społecznym". Tak naprawdę są to ludzie, którzy nie wybrali tego, w jakim społeczeństwie żyją czy się wychowują. Bieda, narkotyki, bron to wszystko to ich codzienność i nie trudno się domyśleć, że w szkole też nie zachowują się najlepiej. 

Pani Johnson stara się podjeść do nich zupełnie inaczej. Łamie zasady szkoły i uczy po swojemu, bo widzi, że ten sposób przemawia do trudnych dzieciaków. Walczy o nich, kłóci się z dyrektorem i stawia na swoim, byleby wyszło na dobre dla nich. 

Reasumując: "Młodzi gniewni" to film o ludziach z bardzo trudną sytuacją i wielką historią. Tak naprawdę są oceniani z góry, skoro jest meksykaninem to na pewno handluje bronią lub narkotykami. Nikt nie chciał im pomóc, aż w końcu Pani Jonhson to zrobiła. Uczniowie są jej wdzięczni, wiec gdy po tragicznym wydarzeniu kobieta chce odejść, oni przypominają jej, że gdy wszyscy ich skreślili ona ich odkryła na nowo i stała się ich jasnością. Niezwykle pouczający i dobry film. Każdy odnajdzie w nim coś dla siebie. Wartości jakie przedstawia są uniwersalne, dlatego nawet za 10 lub 15 lat ten film będzie miał sens! Wart obejrzenia!

"Młodzi gniewni" 9/10
-M


sobota, 12 grudnia 2015

Film: "Szkoła uwodzenia" czyli jak miłość może zmienić człowieka

Świątecznym filmem, to on nie jest, ale mimo wszystko postanowiłaś obejrzeć klasyk, który do tej pory mi umykał. Cóż, mam mieszane uczucia, ale o tym dalej. 

Film opowiada o Sebastianie i Kathryn, przyrodnim rodzeństwie, które lubi stawiać sobie nowe wyzwanie. Jak się dowiadujemy, obydwoje obracają się w środowisku, gdzie seks jest najważniejszy i tylko on się liczy. Sebastian pewnego dnia odnajduje artykuł dziewczyny, która twierdzi, że zaczeka z tym do ślubu. Chłopak zakłada się z siostrą że ją uwiedzie i zaciągnie do łóżka. Nagroda jaką Kathryn mu proponuje tylko podwaja jego entuzjazm. Chłopak jednak po jakimś czasie zaczyna angażować się za bardzo i darzyć Annette prawdziwymi uczuciami. 

Co z tego wyjdzie? Tego musicie dowiedzieć się sami! 

Jak wspomniałam wcześniej, mam bardzo mieszane uczucia: są ludzie, którzy totalnie kochają ten film i twierdzą, że jest mistrzowski i są ludzie którzy go wręcz nie cierpią. Osobiście nie wiem po której stronie się opowiadam. 

'Szkoła uwodzenia" to przede wszystkim jeden wielki utarty schemat, co bardzo mi przeszkadzało, bo wiedziałam dokładnie czego się spodziewać: on zły, podrywacz, nagle zakochuje się w dziewczynie niewinnej i pospolitej przy okazji robiąc sobie wrogów w siostrze, która grozi zniszczeniem ich życia. 

Tak naprawdę widz od początku wie jak to się skończy, co w moim przypadku jest bardzo dużym minusem. Lubie zaskoczenie. A jeśli o nim mowa... zakończenie było tak sztuczne, tak nienaturalne i śmieszne jednocześnie, że aż trudno mi w to uwierzyć jak bardzo film stracił przez słabą końcówkę. Można to było zrobić w zupełnie inny sposób, a nadal majac ten sam wydźwięk. 

Reasumując:"Szkoła uwodzenia" nie jest filmem bez wad: jest on przewidywalny i schematyczny, ale mimo to nie odczepiam od niego łatki "klasyku". Na pytanie czy jest on wart obejrzenia, odpowiedziałabym, że tak, z prostej przyczyny: dla zaspokojenia własnej ciekawości można go obejrzeć i porównać odczucia. Ja mam takie zdanie, ktoś może mieć inne. 

"Szkoła uwodzenia" 5/10
-M

czwartek, 29 października 2015

Film: "Papierowe Miasta" czyli beztroska podróż wgłąb siebie :)

Johna Greena chyba przedstawiać nie trzeba: autor słynnej powieści młodzieżowej "Gwiazd naszych wina" napisał już sporą ilość książek o podobnej lecz z drugiej strony, zupełnie innej tematyce. 

Dzisiaj (w końcu!) zmierzyłam się z ekranizacją jego książki pt. "Papierowe miasta". 

Film opowiada historię przyjaźni (tak naprawdę miłości, ale o tym będzie dalej) Młody chłopiec od pierwszego wejrzenia zakochuje się w swojej nowej sąsiadce. Dzieciaki są w podobnym wieku wiec szybko się zaprzyjaźniają i spędzają razem czas. Quentin jest dość spokojny, nie chce ładować się w kłopoty. Margo natomiast jest zagadką: lubi tajemnice i sama się nią staje. Ich drogi rozchodzą się po jakimś czasie i w liceum już prawie ze sobą nie rozmawiają. Aż do pewnego czasu. 

Gdy Margo "odchodzi" chłopak chcąc ją odnaleźć rusza tropem zostawionych przez nią wskazówek. Wraz z przyjaciółmi jedzie tysiące kilometrów by ją odnaleźć i wyznać co czuje. Przy okazji dochodzi do bardzo ważnych wniosków, powiedziałabym, że nawet życiowych. 


Od bardzo dawna chciałam obejrzeć ten film, ale jakoś nie było mi po drodze. A to nie miałam czasu a to coś tam i odwlekałam to w czasie jak najdłużej się dało. Teraz gdy już jest on za mną, żałuje, że nie obejrzałam go wcześniej, ale z drugiej strony wiem, że nic szczególnego nie straciłam. 

Historia ta może wydawać się typowym "love story" jednakże wcale nim nie jest. Quentin owszem, jest zakochany w Margo, ale ich relacje są zupełnie inne niż byśmy się tego spodziewali po opisie filmu. 

Duży plus wędruje za utrzymaną zagadkę do ostatnich minut filmu i świetne (moim zdaniem) zakończenie. Było nieprzewidywalnie, odrobinę tajemniczo lecz także lekko i przyjemnie. 

"Reasumując: "Papierowe Miasta" wcale nie są historią miłosną powszechnie znaną z wielu podobnych filmów: owszem cała podróż jest napędzana miłością, lecz koniec końców jest to przede wszystkim historia dorastania i poznawania siebie. Margo nie wiedziała kim jest i dlatego zdecydowała się wyruszyć w podróż. Prawdą jest to, że w czasami nie wiemy kim jesteśmy, a przynajmniej nie jesteśmy tego pewni całkowicie. Musimy spojrzeć na świat z innej perspektywy, dać się ponieść młodości, pojechać bez konkretnego celu w nieznane, wsiąść do złego pociągu albo autobusu i czerpać przyjemność z podróży i wspomnień jakie nam z tego pozostaną. 

Film ten jest mi bliski ponieważ kieruję się podobnymi wartościami: podróżuje, bawię się, zdobywam doświadczenie życiowe i tworzę swoją własną, indywidualną historię. 

Takie powinno być życie: jedną wielką zagadką. 


"Papierowe Miasta" 7/10
-M




niedziela, 4 października 2015

Film "Więzień Labiryntu: Próby Ognia": Labirynt naprawdę był dopiero początkiem..

Dylan O'brien jest świetnym aktorem: polubiłam go najbardziej oglądając serial "Teen Wolf" gdzie gra on do dnia dzisiejszego słodkiego ale też niebezpiecznego chłopaka Stilesa Stilińskiego. W ""Więźniu Labiryntu" tylko utwierdził mnie w tym, jak dobrym aktorem jest. 


Film opowiada o dalszych losach bohaterów pierwszej części, których poznaliśmy uwięzionych w Labiryncie. Udało im się wyjść, ale to dopiero początek ich przygody ku wolności. Ci, którzy twierdzą, że im pomagają tak naprawdę tego nie robią: nikt nie wie komu można ufać a komu nie. 

Pierwsza część była bardzo dobra i podobała mi się: świeża historia, fajni bohaterzy, dużo akcji.. czego chcieć wiecej? Nie spodziewałam się, ale "Próby Ognia" podobały mi się jeszcze bardziej. 

Widz cały czas śledzi losy bohaterów, stopniowo razem z nimi odkrywa intrygi, skacze z połamanych budynków, chowa się pod walący się gruz by uniknąć ponownego złapania i pewnej śmierci, wędruje pustkowiem by znaleźć schronienie, płacze i cieszy się, gdy coś się uda, boi się i krzyczy gdy coś wyskoczy na nich z zębami. Nie ma chwili wytchnienia, by zaczerpnąć oddechu bo akcje dosłownie biegnie. 

Historia jest mega ciekawa. Oczywiście nie potrafię porównać filmu do książki bo jej nie czytałam. To zostawiam Wam, jesli czytaliście i oglądaliście, piszcie jakie Wam się podobają filmy. 

Reasumując: "Więzień Labiryntu: Próby Ognia" to świetny film, na którym każdy będzie dobrze się bawił: dla fanów podróży, bohaterowie wiele wędrują, dla fanów sensacji, jest dużo akcji, w której w grę wchodzi zabijanie i krew a nawet znajdzie się fragment czy dwa dla fanów horrorów i dreszczowców. Film wzbudza emocje i zabiera do zupełnie innego świata. Tak, moi drodzy, robi się kino godne polecenia. Ja już czekam na kolejną część!

"Próby Ognia" 10/10
-M 



niedziela, 20 września 2015

Polecane seriale #2 Hart of Dixie, czyli po polsku "Doktor Hart"


Przez ostatnie parę dni oddawałam się przyjemności oglądania serialu komediowo-dramatycznego "Hart of Dixie" Jestem w połowie końca (jakkolwiek to brzmi) i już teraz z czystym sercem mogę Wam go polecić. 

Historia opowiada o bardzo dobrej lekarce, Zoe Hart, która zmuszona jest do wyjazdu i pracowania jako doktor rodzinny. Wcześniej dziewczyna starała się zdobyć stypendium i staż na kardiochirurgii, lecz okazało się, że musi nawiązać kontakt z pacjentami i traktować ich inaczej: zalecenie przełożonego. Mając okazję, Zoe wyjeżdża z Nowego Jorku do małego miasteczka Bluebell w Alabamie. Wraz z biegiem czasu wszelkie wartości dziewczyny się zmieniają i przeżywa ona niezapomnianą przygodę, która trwać będzie jeszcze przez długi czas. 
Gdy zaczęłam ostatnio oglądać 'Doktor Hart" spodziewałam się czegoś poważniejszego. Jednakże to, co dostałam jak najbardziej przykuło moją uwagę co w rezultacie spowodowało, że przez 4 dni obejrzałam niemalże 2 sezony po 22 odcinki. 

Serial ten jest niesamowicie lekki, przyjemny i ciepły. Mieszkają w Warszawie czasami chciałabym przenieść się do małego miasteczka gdzie każdy wie o sobie wszystko, plotki szybko się rozchodzą, ale także można liczyć na pomoc i radę w ważnych sprawach. 

Głowna bohaterka bywa irytująca. Tak samo jak jej miłosny trójkąt między dwoma zupełnie innymi facetami. Na szczęście nie trwa to długo i ku mojej uciesze wybiera tego przystojniejszego. Oczywiście sielanka nie trwa wieczność, coś musi sie popsuć, prawda? 

"Hart of Dixie" czy jak wolicie "Doktor Hart" to bardzo lekki serial, idealny do obejrzenia przy obiedzie, kawie czy herbacie i ciastku. Nie wymaga od widza wiele: nie jest on bardzo głęboki, ale spełnia swoje zadanie: bawi i umila widzowi czas. Osobiście, wkręciłam sie w niego zaskakująco szybko i teraz chce go dokończyć. Będzie mi przykro zostawić Bluebell za sobą, ale wiadomo, wszystko co dobre, kiedyś się kończy. 

"Hart of Dixie" 8/10
-M


piątek, 14 sierpnia 2015

Potęga miłości w filmie "Joe Black"

Cześć! 

Ostatnio przeglądając gazetę z programem napotkałam film "Joe Black". Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Brad Pitt na okładce. Wtedy też zadałam  sobie pytanie: "Czy ja oglądałam ten film?" A jeśli nie, to dlaczego? 
I tak właśnie postanowiłam to nadrobić. Teraz sama nie wiem czy to był błąd czy dobra decyzja. 


Film opowiada historię rodziny Parrishów. Na samym początku poznajemy Susan i pewnego młodego mężczyznę, którzy poznają się w barze i iskrzy między nimi, nawet bardzo. Potem nagle ginie on w wypadku samochodowym, którego dziewczyna nie widziała. Parę dni później, śmierć w ciele tego samego mężczyzny pojawia się w domu Williama Parrisha by zabrać jego duszę ze sobą, lecz przed tym prosi go by mógł mu towarzyszyć przez jakiś czas. Niespodziewanie śmierć zakochuje się w Susan. Jak skończy się ich romans? 

Mam niesamowicie mieszane uczucia odnoście tego filmu. Trwa on ok. 3 godzin i tak naprawdę niewiele akcji jest w nim. Wydaję mi się, że to jeden z tych filmów, które albo się kocha albo się nienawidzi. 

Historia tak naprawdę jest bardzo rozciągnięta i momentami wydaję nam się, że pewne wątki są po prostu niepotrzebne i dodane na siłe, żeby film nabrał większej filozoficznej głębi niż ma. Oczywiście ma to zupełnie odwrotny skutek, ale okej, ktos miał taki pomysł i tak to zrobił. 

Coś co bardzo mi się podobało to gra aktorska Pitta i Hopkinsa. No cóż tu wiele mówić? Aktorzy światowego formatu, którzy naprawdę wiedzą jak wzbudzić w widzu pewne uczucia. Pitt w tym filmie zachwyca w każdy calu. Jeśli jesteście jego fanami, najbardziej film będzie Wam się podobał przez ten właśnie aspekt. 

Ogólnie nie wspominam tego filmu źle, ale też nie bardzo dobrze. Pod koniec dłużył mi się niesamowicie i nie będę Was oszukiwać, chciałam żeby sie już skończył. Niby historia miłosna, piękna i skomplikowana a ja nie odczułam tego tak bardzo jak się spodziewałam. Może miałam zupełnie inne wyobrażenie co do tego filmu i dlatego nie do końca otrzymałam to, czego chciałam. 

Nie wiem. 

Ocenę pozostawiam Wam: czy warto go obejrzeć czy nie, musicie zdecydować sami. Moja opinia jest subiektywna, także może ktoś z Was absolutnie kocha ten film i ma do tego prawo jest zupełnie innego zdania. I dobrze, każdy z nas ma własne zdanie i tego się trzymajmy :) 

"Joe Black" 5/10 
-M

sobota, 11 lipca 2015

Czy warto żyć?: Film "Całkiem zabawna historia"

Cześć Wam! 

 

Każdego z nas raz na jakiś czas łapie depresja. Czy to z powodu natłoku obowiązków, czy ze stresu albo może innych, bardziej personalnych problemów. Faktem jednak jest, że każdy z nas czasami łapie tak zwanego "doła". 

"Całkiem zabawna historia" opowiada o chłopcu, Craigu, który mając myśli samobójcze zgłasza sie do szpitala po pomoc. Przyjmują go na oddział psychiatryczny, gdzie poznaje nowych ludzi a jego życie zupełnie się zmienia. Chłopak dochodzi do bardzo ważnych wniosków. 

Przyznam szczerze, że jest do film dość dziwny, ale mimo dość ciężkiej tematyki ludzi chorych psychicznie, jest lekki i przyjemny. Bardzo podobało mi się w jaki sposób przedstawiona jest wola Craiga by żyć. Tak jak sam powiedział: "Chciałem się zabić jednocześnie nie chcąc". Z jednej strony jest to historia słodka, bo Craig otrzymuję nowe życia, nowy początek, gdzie może się odrodzić i powstać jak Feniks z popiołu, ale z drugiej widzimy jednego z jego przyjaciół, który raczej nie doczekał się happy endu. Nie jest to do końca wyjaśnione, ale mocno zasugerowane.

W dzisiejszym świecie naprawdę więcej niż myślimy osób ma myśli samobójcze: czy to gnębienie w szkole, czy indywidualność. Wielu z nas także nie docenia tego co ma, ciągle narzekając i patrząc na świat krytycznym okiem. 

"Całkiem zabawna historia" daję widzowi do myślenia, pomimo swojego lekkiego wydźwięku. Polecam ten film przede wszystkim tym z Was, którzy wątpią w siebie i często mają stany depresyjne. Może nie zmieni to waszego poglądu na świat i rzeczywistość, ale na pewno da do myślenia. Wolność w interpretacji jest tutaj obowiązkowa: dla mnie film jest bardzo pozytywny. Po jego obejrzeniu, aż chce się żyć :) 
Nie dostaję ode mnie 10 tylko dlatego, że gra aktorska nie była jednak na mistrzowskim poziomie. 


"Całkiem zabawna historia" 7/10 
-M

"(...) Trafiłem tam jako magister z marihuany, wyszedłem z doktoratem z kokainy. "czyli jak przemycać narkotyki?: "Blow"

Cześć!

 

 Jestem pewna, że większość z Was nie słyszała o tym filmie. Do niedawna także znajdowałam się w tym jakże licznym gronie. Teraz, gdy w końcu znalazłam okazję by nadrobić zaległości, nie mogę was nie zachęcić do tego filmu. Już wyjaśniam dlaczego. 

Historia, jak napisane jest również na plakacie, oparta jest na prawdziwych wydarzeniach: George Jung naprawdę istnieje i podobno w 2014 roku wyszedł z więzienia. A za co siedział? Otóż George jest popularnym w całych Stanach Zjednoczonych przemytnikiem narkotyków. Swoją działalność rozpoczął w latach 60' i kontynuował póki nie poszedł do więzienia na 20 lat za przemyt i posiadanie kokainy. 

Pewnie zastanawiacie się co w tym filmie jest takiego fajnego.. Przecież jest takich wiele. No tak, prawda. Ale w tamtych filmach nie gra Johny Depp. Dla mnie aktorstwo, którego byłam świadkiem, jest totalną górną granicą. Depp odegrał to świetnie i ta rola była idealnie do niego dopasowana: jakby urodził się by zagrać przemytnika narkotyków.. Chociaż Johny często gra gangsterów i podobnego kroju osobników. 

Historia ta oprócz oczywistego wątku narkotyków zawiera tez w sobie opowieść z życia, wzloty i upadki, miłość głównego bohatera do córki i to, jak przez swoją głupotę zawiódł ją i zranił. Bardzo urzekła mnie jego skrucha i chęć naprawienia błędu. Jednak wiadomo, niektórych rzeczy nie da się cofnąć. 

"Blow" opowiada ciekawą historię mężczyzny, który postanowił żyć inaczej niż swoi rodzice, wyjechał do Kalifornii, gdzie zaczęła się jego przygoda: marihuana, kokaina, alkohol i zatracenie. Mimo iż tonął w pieniądzach (jego dobytek określa się na ok. 60 millionów $ z czego 30mln$ stracił przez bank) stracił coś dużo ważniejszego, jak sam to określił, swoje serce. 
Niesamowicie porywajacy film, pełen głębi i naprawdę warty poświęcenia dwóch godzin. Chętnie obejrzałabym go jeszcze raz. 
 POLECAM! 

"Blow" 10/10
-M

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Gdybyś mógł zmienić bieg wydarzeń? Film: "Donnie Darko"

Cześć! 


Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia przychodzi do Was królik Frank i mówi, że świat skończy się za 28 dni 6 godzin 42 minuty i 12 sekund. Co byście zrobili? 

Tajemnicą nie jest, że tytułowy Donnie jest chłopcem z zaburzeniami. Myślę, że cierpi na schizofrenię, ale nie jestem psychiatrą by stawiać diagnozę: faktem jest jednak, że z Donniem nie wszystko było okej. 

Historia opowiada o życiu chłopca wraz z jego rodziną: problemach wieku dojrzewania, kłótniach, terapii oraz astronomii/fizyce i czasie. Donnie w pewnym momencie zaczyna się zastanawiać nad pojęciem czasu i podróży w czasie. Wszystko zaczyna się układać, znajduję dziewczynę, lecz potem, jak to zazwyczaj bywa, sprawy komplikują się. Co zrobi Donnie? 

O filmie powiedziała mi siostra, która również, nie wiem który raz, obejrzała go ze mną. Moja pierwsza reakcja: WOW. Dawno już nie oglądałam tak dobrego filmu pod względem gry aktorskiej (chociaż Mr. Nobody również był świetny!) 
Jake Gyllenhaal zagrał to idealnie: mimika, gesty, wyraz twarzy, mowa ciała: prawdziwy talent. 
Akcja, nie za bardzo zrozumiała na samym początku, wraz z biegiem czasu robiła się jeszcze bardziej pogmatwana, aż na samym końcu widz nie wie co naprawdę się stało. Ja potrzebowałam chwili na zastanowienie się i zrozumienie o co właściwie chodzi. I dlatego też, tak bardzo podobał mi się ten film: psychodeliczny, tajemniczy i mroczny. 

"Donnie Darko" obecnie jest jednym z moich ulubionych filmów "do przemyślenia". Każdy może go obejrzeć, ale nie każdy go zrozumie tak samo. Spotkałam się z wieloma interpretacjami: ale pamiętajmy, ile ludzi tyle opinii. Niech zatem każdy z nas rozumie go po swojemu! 

 Pamiętajcie! Oglądajcie uważnie! 

Polecam! 

"Donnie Darko" 9/10
-M

sobota, 25 kwietnia 2015

Rodzinne więzy w filmie "Sędzia"

Cześć! 
 
Zastanawialiście sie kiedyś jak to jest być obrońcą kogoś, kto jest winny?  
Moje sumienie nie pozwoliłoby mi spać po czymś takim w nocy, ale na szczęscie Hank Palmer (Robert Downey Junior) nie ma takiego problemu. Hank jest dobrze, a nawet świetnie, zarabiającym prawnikiem, który specjalizuję się w wygrywaniu spraw, które z reguły są skazane na niepowodzenie. Gdy umiera matka naszego głownego bohatera, a on wraca w swoje rodzinne progi, cała zabawa się zaczyna: ojciec Hanka, z którym nigdy nie miał najlepszych kontaktów, dlatego też dawno temu postanowił wyjechać i wieść życie z daleka od przeszłości, zostaje podejrzany o morederstwo. 
Jak zachowa się Hank? Wygra i tą sprawę?  
Jeśli jeszcze nie oglądaliście "Sędziego" zachęcam by to zrobić jak najszybciej: widzimy tam nie tylko pracę, jaką wykonują prawnicy i sędziowie, ale także bardzo skomplikowane więzy rodzinne, miłość i nienawiść, żal i smutek, rozczarowanie i nadzieję. Film w widzu wzbudza niesamowitą  ilość pozytywnych i negatywnych uczuć: od wspólczucia do nienawiści. 

Reasumując: "Sędzia" pokazuję nam, że życia czasami samo pisze scenariusz: nigdy nie wiemy co się stanie. Widzimy równiez swego rodzaju zmierzenie się z demonami przeszłości, które otwierają stare rany i na nowo zaczynają krwawić. Osobiście uważam, że film jest niesamowicie dobrze wykonany: od gry aktorskiego po scenariusz i reżyserię. Genialne zakończenie filmu + intrygujaca historia = świetnie spędzony czas! 

Polecam! 

"Sędzia" 9,5/10
-M

niedziela, 19 kwietnia 2015

"Powód by oddychać": Seria ODDECHY.

 Cześć wszystkim!

Dzisiaj chciałam napisać parę, dosłownie parę słów o książce "Powód by oddychać", która ostatnio stała się totalnym MUST READ. 
Nie ukrywam, miałam pewne obawy przed tą książką, ale przemogłam się i przeczytałam. 

Historia skupia się na życiu Emmy, dziewczyny która nie ma łatwo. Mieszka z ciotką, która nie nalezy do najmilszych kobiet. Oczywiście jak wiemy, Emma pewnego dnia spotyka tajemniczego, przystojnego chłopaka, który na zawsze zmienia ją, jej zycie i w sumie to wszystko. 

Wiem, że książka opisuje coś wiecej niż tylko historię miłosną dwójki nastolatków: widzimy tam problemy z przemocą w rodzinie, która jest niesamowicie dobitnie i brutalnie przedstawiona, aczkolwiek mnie książka w żadnym calu nie ujęła swoją wyjątkowością. Moim zdaniem jest ona mocno przeciętna: bohaterowie wyidealizowani do granic możliwości, mimo, że nasza głowna bohaterka nie wiedzie sielankowego zycia. Jej chłopak, Evan, opisany jest niesamowicie szablonowo: przystojny, kochajacy, bogaty, z innego świata. Czy to wszystko nie jest znów odgrzewanym kotletem? 
Wiem, że jest to ksiazka młodzieżowa a taka już je ta tematyka: nic nadzwyczajnego nie da się wymyślić, bo wszystko już było. Wampiry, wilkołaki, czarownice. Wbrew pozorom to wszystko to samo tylko w innych słowach, opisach i od innych autorów. 
Reasumując: "Powód by oddychać" nie jest złą ksiażką, nie zrozumcie mnie zle. To nie jest tak, że uważam ją za beznadziejną. Po prostu na mnie nie zrobiła takiego wrażenia, jakie zrobiła na innych, którzy zachwycają się nią i polecają dalej. Oczywiście, ksiazka jest przepełniona emocjami głównej bohaterki: widzimy jak zmaga się z problemamy okrutnej rzeczywistości i współczujemy jej z całego serca. 
Każdy z nas ma inny gust i każdy lubi co innego, dla mnie osobiście "Powód by oddychać" jest zbyt szablonowy. Nie lubię gdy czytam znów to samo tylko ze zmienionymi imionami bohaterów. Przykro mi.
Wiem dziś, że nie sięgnę po następną część (jest to trylogia pt. "Oddechy")
Polecam ją oczywiście tym, którzy lubią tego typu historię: ona, on, tajemnica, problemy. Pod tym względem na pewno Wam sie spodoba. Ja jednakże nie mogę powiedzieć, że spodoba się wszystkim, bo tak nie bedzie.
 

Pamietajcie że to oczywiście jest tylko moja opinia. Wasza może byc zupełnie inna i czujcie się zaproszeni by podzielić się swoimi wrażeniami w komenentarzach! 

"Powód by oddychać" 4/10 
-M

sobota, 18 kwietnia 2015

"Sekretne życie Waltera Mitty" : świat fantazji i marzeń.

Witajcie! 

Dzisiaj chciałam polecić WSZYSTKIM, po stokroć film "Sekretne życie Waltera Mitty", film, który daję nadzieję i jest nasamowicie pozytywną alternatywą podczas smutnej, szarej rzeczywistości. 

Film opowiada historię życia pewnego zwyczajnego pracownika dużego pisma, który często ucieka, zamyka się, w swojej wyobrazni i zaczyna przezywac w niej przygody. Pewnego razu staje się coś, co na zawsze go zmienia i jego wyobraznia staję sie czymś wiecej niż tylko wyobraznią. Walter jest zmuszony ruszyć w podróż, by ocalić swoje dobre imię i stanowisko w pracy. 

Zastanawiacie się pewnie co takiego niezwykłego jest w tym filmie? 
Już mówie. 
Możemy w nim znalezc: komedię, dramat oraz film przygodowy połączony ze świetną muzyką i co najważniejsze z niesamowitym przesłaniem, które każdy z nas powinien zapamiętać na całe życie: WARTO MIEĆ MARZENIA. 



Walter jest idealnym przykładem, że warto gonić i spełniac marzenia: nie ważne czy chcecie skoczyć z samolotu czy wyruszyć w nieznane z podróznym plecakiem i scyzorykiem w kieszeni.  
 Możecie zrobić wszystko, jeśli tylko chcecie i macie odawgę by o to zawalczyć. 


Warto również wspomnieć, że nasz bohater, Walter, nie jest taki sam jak wszyscy wokół  niego: jest marzycielem. 
Spotyka się przez to z krytyką, wyzwiskami, ale nic sobie z nich nie robi. 
My także nie powinniśmy. 
Zawsze znajdą się ludzie, którzy powiedzą nam jak bardzo sie mylimy lub jak bardzo nam się nie uda. Ważne jest to, że my wiemy czego chcemy i staramy się to osiagnąć. Nie przejmujmy się ludzmi: wierzmy w nasze marzenia i szansę na ich spełnienie. 

Reasumując: "Sekretne życie Waltera Mitty" jest filmem przepełnionym pozytywną energią i motywacją do tego, by mieć odwagę spełniac swoje marzenia i realizować się w tym w czym chcemy. Walter jest uważany za mocno przeciętnego człowieka, nawet można powiedzieć, że nudnego i monotonnego, lecz po jakimś czasie widzimy, że działo się tak dlatego, że bał się zrobić czegoś, co od zawsze tkwiło w jego głowie, wyobrazni. Myślę, że jest to film idealny dla ludzi, którzy myślą, że nie uda im się to czego pragną. Wierzcie mi, też się w tych ludziach znajduję: każdy z nas ma jakieś marzenia. Jedni bardziej realne, inni trochę mnie, ale pamietajmy jedno: WSZYSTKO MOŻE SIĘ ZDARZYĆ. Żyjemy w czasach gdzie mamy miliony, tysiące różnych możliwości a wszystko czego potrzbujemy to cierpliwość, wytrawałość i odrobina wiary.
Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. 

Jeśli nie dla ludzi, którzy nie wierzą w swoje marzenia do dla tych, którzy lubią podziwiać piękne, cudowne dzikie krajobrazy! 

"Sekretne życie Waltera Mitty" 8,5/10 
-M




poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Film "Focus"- kradzież jako sztuka?!?!

Witajcie!

Dzisiaj chciałam krótko ale treściwie opowiedzieć Wam o filmie "Focus", który miałam przyjemność (serio..!) obejrzeć wczoraj wieczorem. 

Szczerze mówiąc, zachęcił mnie sam fakt, że gra tam Will Smith. Nie powiem, nie jestem jego WIELKĄ fanką, ale uważam, że mądrze dobiera filmy w jakich chce zagrać. I tutaj także wybrał mądrze. 


Film zaczyna się dość niewinnie, poznajemy Nickiego (Will Smith) który przez czysty przypadek poznaje Jess (Margot Robbie). Jak sie potem okazuje, dziewczyna wraz z kolegą chcą okraść Nickiego, ale niestety im się nie udaję, a ten mówi im gdzie popełnili błędy i nazywa amatorami. Tak zaczyna sie historia naszych głównych bohaterów. Nicky jest profesjonalnym oszustem i złodziejem, chociaż mam wrażenie, że określenie "złodziej" jest w tym przypadku obrazliwe. 

Jess bardzo chce by Nicky nauczył ja wszystkich swoich szuteczek i pokazał, jak być profesjonalnym oszustem.  Oczywiście po drodze zaczyna łaczyć ich coś wiecej niż partnerstwo.

Powiem Wam szczerze, że jestem cholernie mile zaskoczona tym filmem: ukazał całe te oszustwa z tak niesamowitą klasą i finezją, że naprawdę zaczęłam na to patrzeć jak na swego rodziaju sztukę. Ja bym nie mogła byc złodziejem :( 
Film trzyma w napięciu i bam bam, NIE JEST PRZEWIDYWALNY. Być może jest skomplikowany troszkę za bardzo, ale mi się podobał. Był bardzo miłą rozrywką: taką dobrą sensacją połączoną z kryminałem, dramatem i romansem. 

 Reasumując: "Focus" jest filmem dość skomplikowanym jeśli chodzi o fabułę i trzeba oglądać go dokładnie, lecz mimo wszystko nie wpływa to negatywnie: nie jest absolutnie nudny, a wręcz powiedziałabym że jest bardzo interesujacy i inny.
Oszustwa sa tutaj wyjasnianie, wszystkie mechanizmy którymi kieruja się "złodzieje": tak zwany "kodeks złodzieja" a również użyta spora dawka manipulacji. Oczywiście ile osób, tyle opinii, ale dla mnie jest to jeden z lepszych filmów, jakie oglądałam w tym roku! 
Koniecznie musicie go zobaczyć, jeśli lubicie dobre kino! Polecam!

"Focus" 9,5/10 
-M