Stronq główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 stycznia 2016

Film: "Wykolejona" czyli jak trudno się zakochać.

Na świecie istnieją dwa rodzaje ludzi: ci którzy zakochują się za łatwo i ci, którym sprawia to problem. Amy zalicza się do tej drugiej grupy. 

Film opowiada o życiu Amy, dziewczyny, która otwarcie mówi, że lubi seks, ale nie koniecznie chcę się z kimś wiązać. Zazwyczaj spotyka się z kimś na jedną noc, ewentualnie na kilka, lecz nigdy nie obiecuje miłości ani wierności. Blondynka pracuje jako redaktorka w niezbyt dobrym magazynie, pisząc sprośne teksty i tym przykuwając uwagę czytelników. Pewnego razu zostaje jej zlecony artykuł o lekarzu sportowym. Dziewczyna nie wie jeszcze, że od tego momentu, zmieni się praktycznie wszystko w jej życiu i światopoglądzie. 


"Wykolejona" nie jest filmem ambitnym ani głębokim. Bywa śmieszny, ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że poczucie humoru nieprzypadanie wszystkim: jest ono dość ciężkie, toporne, czasami miałam wrażenie że wymuszone. Ktoś za bardzo starał się stworzyć śmieszne sceny, które nie wyszły. 

Gra aktorska także pozostawia wiele do życzenia: nie było tragedii, ale mogło być dużo lepiej. Historia też nie była wyjątkowo innowatorska: to wszystko już było. Ona zepsuta, on idealny i na odwrót. 

Reasumując: "Wykolejona" to film, który krok za krokiem podąża za utartymi schematami typowych romansideł. To nie oznacza jednak, że jest złym filmem, bo do takich go nie zaliczam. Ogląda się go naprawdę przyjemnie a i uśmiech czasami wkradnie się na usta. Historia mimo swojej przewidywalności jest dobrze opowiedziana i przede wszystkim ciekawie. Widz śledzi z zainteresowaniem co dalej wpadnie do głowy szalonej Amy i jak zdecyduje się pokierować swoim życiem. Jednakże nie jest to film, który zostanie z nami na długo. Polecam go na raz, nudy wieczór, poranek, do obiadu czy kolacji.  

"Wykolejona" 5/10
-M

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Film: "Benny i Joon": czyli jak odpowiednia osoba może zmienić nasze życie :)

Czasami odpowiednie nastawienie innych może nam poprawić lub pogorszyć humor. Każdy z nas powinien wiedzieć, że ludzie mają na nas wpływ: czy to dobry czy zły. Wszystko zależy od nastawienie. Na własnej skórze przekonała się o tym Joon. 

Benny jest starszym bratem Joon, który opiekuję się nią. Dziewczyna nie może zostać sama ze względu na chorobę psychiczną. Gdy przegoniła kolejną gosposię, lekarz Joon zaczyna przekonywać Benna do umieszczenia dziewczyny w zakładzie psychiatrycznym. Ten jednak odmawia, nie chcą by jego siostra była zamknięta. Pewnego razu, przegrywa w karty i zmuszony jest przyjąć do swojego domu ekscentrycznego kuzyna swojego przyjaciela, Sama. Chłopak, jak się okazuję, świetnie dogaduję się z Joon po czym zaprzyjaźniają się: dzięki temu dziewczyna zdecydowanie lepiej się czuję, nie wpada tak często w napady złości i nie miewa ataków. Jak to wszystko się skończy? Czy Joon wyzdrowieje czy jednak zakład będzie nieunikniony? Czy połączy ją coś wiecej z Samem? Tego wszystkiego dowiecie się oglądając "Benny i Joon".


Co tu dużo mówić: kolejny świetny film. Począwszy od gry aktorskiej na mistrzowskim poziomie, kończąc na historii, która jest inspirującą i bardzo pozytywnie wpływa na człowieka. 

Sam jest typowym indywidualistą, lekko ekscentrycznym, śmiesznym i niegroźnym. Wielu ludzi nie docenia go, wyzywa od debili i śmieję się z niego. Chłopak jednak nie poddaje się i pozostaję dziwnym sobą, jednocześnie zmieniając życie Joon na lepsze. Benny na początku jest przeciwny, ale widząc szczęście siostry, odpuszcza. 

Reasumując: "Benny i Joon" to mega pozytywny film, która pokazuję, że odpowiednia osoba jest w stanie poprawić nasze samopoczucie i zmienić nasze życie. Osobiście, bardzo mi się podobała inność, która została przedstawiona w Samie i Joon: może się wydawać, że obydwoje są lekko niezrównoważeni, ale tak naprawdę są normalni, tylko inni. 
Jeśli szukacie czegoś podobnego, polecam serdecznie zapoznać się z tym filmem. Nie będziecie żałować a nawet mi podziękujecie :) Może nie jest arcydziełem, ale zasługuje na docenienie. 

"Benny i Joon" 9/10
-M




sobota, 9 stycznia 2016

Film: "Seks według Eda": jak ważne jest wychowanie seksualne?

Na pewno znane jest wam powiedzenie "Nie znam się więc się wypowiem". W tym wypadku jednak, zupełnie się ono nie sprawdziło. 

Ed jest młodym nauczycielem matematyki, który nie może znaleźć pracy w swoim zawodzie. Pewnego dnia podejmuję jednak pracę nauczyciela w szkole podstawowej, nie wiedząc na co się piszę. Gdy idzie po raz pierwszy na lekcję okazuję się, że dzieci potrzebują edukacji seksualnej, by być bezpieczne i uświadomione o chorobach związanych z stosunkiem płciowym. Ed, mimo braku doświadczenia seksualnego, postanawia zacząć uczyć dzieci o seksie. 

"Seks według Eda" nie jest, wbrew pozorom, głupim filmem. Pokazuję jak wcześnie teraz dzieciaki zaczynają się rozwijać i myśleć o seksie. Z braku wiedzy zaczynają się ciąże w wieku lat 13-14 lub choroby przenoszone drogą płciową. 

Nauczyciel w bardzo obrazowy sposób przedstawił klasie co im grozi jeśli nie będą się zabezpieczać jednocześnie zaznaczając, że są jeszcze za młodzi by mysleć o tym. 

Mimo sprzeciwu, tego rodzaju lekcje pomogły tym dzieciom w zrozumieniu na czym wszystko polega i co ze sobą niesie. Sam pomysł takich lekcji w szkołach często spotyka się ze sprzeciwem rodziców, ale osobiście nie widzę w tym nic złego. Sama uczęszczałam na tego rodzaju zajęcia w gimnazjum i nie było to coś strasznego: zwyczajna rozmowa na tematy, na które nie każdy chce rozmawiać z rodzicami lub się ich wstydzi. 

Reasumując: "Seks według Eda" jest komedią, lecz niesie ze sobą przesłanie: musi pamiętać, że świat cały czas się zmienia. To co kiedyś było nie do pomyślenia teraz jest normą: dzieci lubią eksperymentować i brak wiedzy może przynieść w efekcie problemy. Jeśli chodzi o sam film ogląda się go bardzo przyjemnie, nie nudzi, nie dłuży się i jest bardzo ciekawy. Ed sprawia wrażenie niesamowicie ciepłego, przyjemnego faceta, który chce jak najlepiej dla tych dzieciaków, by nie zmarnowały sobie życia. Polecam obejrzeć. Można się pośmiać i zastanowić nad tym, czego uczył Ed. 

"Seks według Eda" 
-7/10


środa, 6 stycznia 2016

Film: "Moms' night out" czyli ucieczka od macierzyństwa w wielkim stylu.

Jedni doświadczyli już smaku macierzyństwa na swojej skórze, inni, tak jak ja, jeszcze mają to przed sobą. Jednakże doskonale wiem, jak dzieciaki potrafią zmęczyć i dosłownie wypompować z człowieka życie. 

"Moms' night out" czyli po polsku "Wychodne mamusiek" (co jest okropnym tłumaczeniem dlatego preferuje używanie tego oryginalnego) opowiada historię matki trójki dzieci, która powoli zaczyna zastanawiać się, dlaczego nie jest szczęśliwa, jeśli jej wszystkie marzenia się spełniły: kochający mąż, wspaniałe dzieci i cudowny dom, który jednak trudno jej samej ogarnąć. Pewnego dnia postanawia zrobić sobie dzień, a właściwie noc, wolnego i wraz ze swoimi dwoma koleżankami wyrusza w miasto. Dwie z nich zostawiaja swoje dzieci mężom, podczas gdy ostatnia z nich ma córkę nastolatkę. Przypadkiem spotykają Bridgette, która zostawiła swojego malucha z byłym chłopakiem: ten jednak oddał go do przypilnowania w studiu tatuaży. Kobiety postanawiają jej pomóc i wyruszają na poszukiwania malca. 

Film ten jest idealny na nudne popołudnie czy wieczór. Polecam zrobić sobie kubek kawy, herbaty czy czegoś innego i odprężenie się przy przygodach młodych mam. 

Nie jest to film-arcydzieło: nie doszukamy się tutaj czegoś więcej niż to, co zostało przedstawione. Nie porusza on żadnych głębokich kwestii i nie musi. Jest to film z gatunku komedii: jego zadaniem jest bawić i umilić czas wolny a nie wprawić w nostalgiczny nastrój. 

Reasumując: "Moms' night out" jest lekki, prosty w przekazie i momentami zabawny. Nie dłuży się i nie nudzi. Jest parę świetnych scen, które ogląda się z wielką przyjemnością. Zaliczam go do typowego filmu na "jeden raz", gdy jest nam nudno i nie mamy nic innego do oglądania. Na pewno nie będziecie żałować, ale także nie zapadnie Wam on szczególnie w pamieć. Ot tak, na raz, jest idealny. 

"Moms' night out" 6/10
-M

niedziela, 20 grudnia 2015

"Mam twój telefon" Sophie Kinsella: lekka lektura na jeden wieczór

Czasami każdy z nas potrzebuje krótkiej książki z happy endem na rozweselenie i pozbycie się negatywnych uczuć z siebie. Tym właśnie była dla mnie "Mam twój telefon" Sophie Kinselli. 

Poppy Wyatt, pewnego dnia, na swoim wieczorze panieńskim gubi bardzo drogi (a w dodatku pamiątkowy) pierścionek zaręczynowy, który dostała od swojego idealnie przyszłego męża, Marcusa. W dodatku ktoś kradnie jej telefon, co doprowadzą ją do szału. Na szczęście dziewczyna znajduję telefon w koszu na śmieci. Wyznając zasadę "znalezione nie kradziona" Poppy zabiera telefon ze sobą i podaję nowy numer obsłudze hotelowej, w razie gdyby znaleźli pierścionek. Jak się potem okazuje, telefon jest własnością dużej firmy, a dokładnie asystentki szefa, Sama Roxtona, która zarządzała każdym dniem mężczyzny. Poppy, zmuszona jest do przesyłania mu codziennej korespondencji co w rezultacie zbliża ich do siebie. Dziewczyna zaczyna się zastanawiać nad małżeństwem, a gdy nowe fakty wychodzą na jaw, Sam jest tym, który jej pomaga. 


Jest to moje drugie podejście do twórczości Pani Sophie Kinselli i znów bardzo udane. Autorka przedstawia nam historię uroczej, cudownej i mega słodkiej Poppy oraz zdystansowanego, chłodnego i raczej opanowanego (stoickiego) szefa wielkiej korporacji, Sama. W bardzo śmieszny i charakterystyczny dla siebie sposób przedstawia ich różnicę, stopniowo budując akcje i relację między bohaterami, przez co nie są oni ani trochę przesłodzeni czy nierealni, co bardzo często zdarza się w tego rodzaju książkach. 

Autorka połączyła ze sobą romans z humorem oraz intrygą, tworząc idealną książkę na jeden czy dwa wieczory: lekką, śmieszą i niezobowiązującą do nadmiernego myślenia. W bardzo łatwy sposób śledzi się wydarzenia, a język którym operuję autorka jest bardzo przystępny i zrozumiały. Akcja może nie pędzi, ale jest obecna na prawie każdej stronie co jest ogromnym plusem.  

Reasumując: "Mam twój telefon" jest bardzo lekką i przyjemną lekturą, która wciąga i na pare godzina zabiera ze sobą w świat Poppy i Sama. Z ciekawością śledzi się losy bohaterów i wyczekuje się punktu kulminacyjnego. Jednakże, od początku wiadomo jak skończy się ta historia. Zabrakło mi zaskoczenia, ale nie można mieć wszystkie, prawda? Mimo wszystko, była to bardzo dobra lektura, przede wszystkim odprężająca i uspokajająca. Po ciężki dniu aż miło usiąść i przeczytać coś tak pozytywnego i przystępnego. 

Jeśli szukacie czegoś takiego, polecam "Mam  twój telefon" oraz inne książki Sophie Kinselli. Pisze ona bardzo dobrze, lekko a przy tym jej bohaterowie mają charakter i nie są mdli (jak się czasami zdarza w innych książka z serii: romans + humor) 

"Mam twój telefon" 7/10
-M



sobota, 19 grudnia 2015

Film: "Pulp Fiction" czyli klasyka kina od Quentina Tarantina!

Od bardzo dawna chciałam obejrzeć ten film, czaiłam się i podchodziłam do niego z dystansem. Dziś jednak się zdecydowałam i postanowiłam go obejrzeć. Podczas ponad 2 godzinnego seansu zrozumiałam jedną ważną rzecz: ten film jest czymś więcej niż filmem. On jest dziełem sztuki. 

Historia składa się z epizodów. Jeden z nich opowiada one o dwóch płatnych mordercach, którzy na zlecenie swojego szefa chcą odzyskać skradzioną mu własność. Vincent Vega (John Travolta) oraz Jules (Samuel L. Jackson) wymierzają sprawiedliwość tym, którzy mieli odwagę zadrzeć z ich szefem. W międzyczasie Marcus, (szef) zleca Vincetowi by ten zajął się jego żoną i dotrzymał jej towarzystwa, gdy jego nie będzie w mieście. W następnym epizodzie poznajemy boksera (Bruce Willis) któremu Marcus zapłacił by przegrał. Ten jednak wygrywa walkę i zmuszony jest uciekać, by przeżyć. Jak się potem okazuje, sytuacja odwraca się o 180 stopni i jego winy zostają przebaczone i zapomniane. Innym epizodem jest para kochanków, którzy razem postanawiają obrabować restaurację, ponieważ ich zdaniem, tam się nie spodziewają napadu (nie to co w bankach, gdzie są już na to gotowi) 
Na pierwszy rzut oka jest to zlepek scen, które nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego, ale nic bardziej mylnego. Mają. I to dużo. 

Cały film jest czymś zupełnie innym niż możemy się spodziewać: nie ma w nim żadnej chronologii. Przenosimy się w świat gangsterów. Nie jest to jednak świat pozbawiony humoru. Wielbiciele czarnej komedii znajdą tu coś dla siebie, jak i zarówno wielbiciele filmów sensacyjnych. 

Nie ma zasady, która określa "Pulp Fiction". Reżyser stworzył swój własny szablon którym postanowił podążać i wyszło mu to znakomicie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć co się stanie w danej chwili i jak rozwinie się akcja. 

Bohaterowie umilają nam czas błyskotliwymi dialogami, dość długimi, ale również zabawnymi i konkretnymi. Z zapartym tchem śledzimy wydarzenia i zastanawiamy się, co będzie dalej, bo wszystko nie trzyma się kupy: i to jest w tym filmie normą. 

Reasumując: "Pulp Fiction" to klasyka. Każdy słyszał tę nazwę: może przez śmieszne obrazki w internecie z Travoltą i Jacksonem, czy parodie. Jestem przekonana, że każdemu obiło się o uszy "Pulp Fiction". 

Tak jak wspomniałam wcześniej, film składa się z epizodów. Na początku nie widać w nich dużego związku ze sobą, ale wszystko nabiera sensu wraz z rozwijającymi się wydarzeniami. Quentin Tarantino wspiął się na wyżyny jeśli chodzi o ten film. Jest on niesamowicie inny przez co urzekł mnie do granic możliwości: począwszy od świetnej ścieżki dźwiękowej skończywszy na grze aktorskiej na najwyższym poziomie, film ten u mnie zasłużył na łatkę dzieła sztuki. 

Wiem również, że nie każdy się z tym może zgadzać, wiadomo, ile ludzi tyle opinii (każdy z nas lubi coś innego). Ja jednak jestem oczarowana "Pulp Fiction". Polecam Wam zapoznać się z tym jakże niecodziennym filmem i podzieleniem się swoją opinią! 

"Pulp Fiction" 10/10
-M


poniedziałek, 14 grudnia 2015

Film: "Not Cool" -> przerwa świąteczna w amerykańskim stylu

Dzisiaj proponuję Wam film w troszeczkę innym stylu. Jest to film twórcy internetowego, youtubera, vlogera czy jakkolwiek go nazwać: Shane Dawsona. Osobiście czasami oglądam jego filmiki: są śmieszne a sam Shane słynny jest ze swojego niecodziennego poczucia humoru, które również zauważymy w filmie. Zainteresowani? 

Film opowiada o przerwie świątecznej przed Świętem Dziękczynienia w Stanach Zjednoczonych. Znajomi z liceum wracają do swoich domów by razem świętować. Pewnego razu Tori przez przypadek trafia na Scoota (Shane Dawson) i razem spędzaja upojną noc w samochodzie dziewczyny. Dla niej jest to tylko jednorazowa sprawa: dziewczyna wciąż pamieta jakim dupkiem był Scot w szkole średniej, dlatego nie chce mieć z nim już więcej nic wspólnego. Dla niego jednak było to coś wiecej. 

"Not cool" nie doczekał się premiery kinowej ani chyba nie został przetłumaczony na język polski. Można go obejrzeć na pośrednictwem YouTube :) 


Jeśli chodzi o moje odczucia, film nie jest zły ale też nie porywa jakoś niesamowicie. Momentami jest dość obrzydliwy. Shane znany jest ze swojego dość okropnego poczucia humoru, które zawiera wiele seksualnych podtekstów i żartów przedstawionych w filmie dobitnie. Mimo to jednak, jest to film przyjemny, niosiący ze sobą przesłanie. 

Tori w przeszłości była prześladowana przez rówieśników. Teraz jest inaczej, poszła do collage'u, żyje własnym życiem, mimo że nienawidzi większości ludzi. Scot mimo popularności w liceum, teraz jest samotny. Dziewczyna cały czas żywi mocne uczucia wobec Scota, który ją ośmieszył w przeszłosci, nie mając pojęcia przez co przechodzi. 

Reasumując: "Not Cool" nie jest filmowym ideałem, powiedziałabym że bardzo daleko mu do tego. Scenariusz jest schematyczny i wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć, ale mimo to, dla mnie był miłą odskocznią od poważnych produkcji filmowych. Jeśli lubicie się śmiać, i choć odrobinę znacie Shane z jego filmów na YT, polecam Wam się zapoznać z jego debiutem filmowym :) 

"Not Cool" 5/10
-M

środa, 9 grudnia 2015

Film: "Jestem na tak"czyli mega pozytywna komedia na zimny wieczór.

Witam, witam. 

U mnie zimno, pada deszcz, pogoda czysto depresyjna, ale ja się nie poddaje i staram się być pozytywna! Wczoraj miałam przyjemność obejrzenia świetnej komedii, która sprawiła, że poczułam się jeszcze lepiej w ten okropnie ponury dzień. 

"Jestem na tak" opowiada historię Carla, mężczyzny, który przez większą część swojego życia jest negatywnie nastawiony, nie chce podejmować ryzyka i jednym słowem jest przeciętny. 

Pewnego dnia, spotyka dawnego kolegę, który zaprasza go na wykład, gdzie uczą ludzi, by mówić na wszystko "tak". Carl nie jest przekonany, ale decyduję się spróbować. Na wykładzie zawiera "przymierze", że przez najbliższy czas będzie mówił na wszystko tak, co prowadzi do wielu różnych przygód głównego bohatera: między innymi poznaje prawdziwy smak życia i przekonuje się, że do tej pory tak naprawdę nie żył. 


Możecie dostrzec mój entuzjazm już na początku postu. Film bardzo mi się podobał! 
Przede wszystkim nie jest on pusty, mimo, że jest komedią. Gdy otacza nas świat kina komediowego tak pustego, jak American Pie lub Magic Mike (mimo, że każdy z filmów lubię) to ta komedia wznosi się na zupełnie inny poziom. 

"Jestem na tak" może nie jest głębokim filmem, ale ja odnalazłam w nim przesłanie: żyj tak, aby niczego nie żałować. Nie sztuką jest wegetować i przemknąć przez życiem. Czasami trzeba coś zaryzykować, kupić bilet lotniczy na pierwszy samolot, uczyć się szydełkować czy zrobić coś, o czym od dawna się marzyło, lecz nie miało się odwagi. 

Reasumując: "Jestem na tak" emanuje pozytywną energią w niemalże każdej scenie. Obserwujemy jak Carl zmienia się z dnia na dzień, tylko przez to, że zaczął mówić "tak" i żyć pełnia życia. Osobiście, uważam, że jest to idealna propozycja filmowa dla tych z Was, którzy często zapominają jak piękne jest życie. Mimo mroku, ciemności i porażek, warto żyć i spełniać marzenia! 

Polecam Wam gorąco!  

"Jestem na tak" 9/10
-M


piątek, 16 października 2015

"Nie powiesz nikomu" czyli lekka komedia na jesienne popołudnie

Przez ostatnie tygodnie naprawdę bardzo ciężko jest mi się zabrać za jakąś cięższą, głębszą książkę. Dlatego też, gdy przeczytałam o "Nie powiesz nikomu" pomyślałam, że będzie to bardzo miłe urozmaicenie. Tak oto zaczęła się moja przygoda z komedią romantyczną na papierze. 

Historia opowiada o dziewczynie, Emmie, która boi się latać samolotami. Pewnego dnia, wracając z niezbyt udanej podróży służbowej, na pokładzie samolotu panują ogromne turbulencje: dziewczyna w przypływie paniki opowiada największe sekrety ze swojego życia nieznajomemu mężczyźnie na sąsiednim siedzeniu, po raz pierwszy będąc całkowicie szczerą. Emma myśli, że nigdy więcej nie spotka nieznajomego. Jak się potem okazuje, ich drogi będą krzyżować się dość często. 

Książka jest bardzo lekka, co jest dużym plusem: szukałam czegoś lekkiego ale nie dennego i to otrzymałam. Język jakim jest napisana jest śmieszny ale z drugiej strony poważniejszy niż w większości książek "lekkich" jakie przeczytałam. 

Cała historia jest odrobinę przesłodzona i nierealna, ale w gruncie rzeczy stanowi spójną całość i rozrywkę dla czytelnika: przypominało mi to trochę oglądanie komedii romantycznej z Ashtonem Kutcherem w roli głównej (nie wiem dlaczego, jakoś bardzo mi pasował do Jacka) 

Reasumując: "Nie powiesz nikomu?" jest lekką i przyjemną lekturą idealną na jeden, dwa wieczory. Nie jest niczym szczególnym, nie zachwyca i nie wciska w fotel, ale sprawia, że człowiek po ciężkim dniu uśmiecha się i spędza dobrze czas. Przewidywalność jest tutaj jednak obecna: starałam się nie myśleć o tym bardzo, ale nie da sie ukryć, kończy się tak, jak powinno. Bohaterka wykreowała całkiem dobrych bohaterów, mimo, że czuję niedosyt (tak przywykłam do bohaterów Kinga, że teraz każdy inny bohater jest dla mnie niewystarczający) Ogólnie polecam Wam się zapoznać z tą książką: tak jak wspomniałam, jest zabawna, troszkę przekolorowana, ale nie będziecie żałować. Ja nie żałuję :) 

"Nie powiesz nikomu?" 6/10
-M

niedziela, 27 września 2015

Film: "Magic Mike XXL": czyli trochę rozrywki dla kobiet

Striptiz kojarzy mi się z wieczorami panieńskimi lub kawalerskimi. Jakoś tak już mam, że zawsze to jest pierwsze co przychodzi mi do głowy, a zaraz po tym Channing Tatum, który kiedyś, zanim został aktorem, rzeczywiście pracował jako striptizer. 


Film znów opowiada o naszych bohaterach z poprzedniej części "Magic Mike", którzy gotowi zakończyć karierę, jadą na zlot striptizerów, by z wielką gracją i rozmachem dać ostatni występ. Oczywiście nie obejdzie się bez paru problemów z którymi bohaterowie muszą się zmierzyć. Udaję im się minąć przeszkodę i dać najlepszy występ w ich życiu. 

Nie oszukujmy się, podstawowym powodem dla którego tysiące jeśli nie milion kobiet idą do kina na "Magic Mike" to nagie torsy niezwykle przystojnych i umięśnionych mężczyzn, tańczących w bardzo seksowny sposób. Bo kto nie chciałby czegoś takiego przeżyć choć raz w swoim życiu. Ja na pewno, choć już raz miałam tą przyjemność. I to zupełnie przez przypadek. 

Akcja filmu jest dość interesująca, ale wszystko staje się mega fajnie dopiero pod koniec. Także mimo , że nie jest to film górnolotny, bo koniec końców opowiada o grupie striptizerów, którzy rozbierają się za pieniądze, jest przyjemną odskocznią od dnia codziennego. 

"Magic Mike XXL" jest lekki, przyjemny, milo się do ogląda i chce się go oglądać. Także polecam go wszystkim tym z was, którzy chcą po prostu czystej rozrywki i nagiej klaty Channinga lub Matta Bomera, który idealnie pasowałby na Greya. Żałuje, że to on nie został obsadzony w tej roli.. 


"Magic Mike XXL" 6/10
-M 

sobota, 26 września 2015

Film: "Bezwstydny Mortdecai": czyli Johny Depp znów w moim sercu!!

Tajemnicą nie jest, że uwielbiam Johnego Deppa. Może nie jestem mega fanką i nie zawieszam plakatów z jego podobizną nad łóżkiem, ale cenię go jako dobrego aktora i zawsze (prawie) filmy z nim są dla mnie przyjemnością. Tak samo było i tym razem. 

Film opowiada historię brytyjskiego arystokraty, będącego jednocześnie pracownikiem galerii sztuki oraz złodziejem. Ma on zamiar odnaleźć i zrabować obraz, który skrywa cenne informacje. Wraz z żoną i swoim ochroniarzem, jeżdżą po świecie, poszukują obrazu i przezywają przygody. 

Absolutnie świetna komedia na deszczowe, sobotnie popołudnie! 

Postać Johnego, czyli Pan Mortdecai jest taką ciapą: ma swojego ochroniarza, który robi wszystko za niego i broni jego tyłka przez złymi ludźmi. Ogląda się to niesamowicie dobrze i naprawdę śmieszy. 

Akcja toczy się wartko, nie mam niejasnych przeskoków w czasie czy głupich żartów, co jest ogromnym plusem. Powiedziałabym, z ręką na sercu, że jest to komedia na dość wysokim poziomie, ale również niezbyt wymagająca od widza. Spełnia swoje zadanie: mnie wiele momentów śmieszyło i moje ogólne wrażenie jest bardzo pozytywne. 

Reasumując: "Bezwstydny Mortdecai" jest jak najbardziej lekkim i przyjemnym filmem: dobrym na odstresowanie się i zresetowanie komórek mózgowych po wyczerpującym tygodniu lub dniu. Polecam przede wszystkim fanom Johnego, który zagrał naprawdę dobrze i przekonującą. Odrobinę podobny do Jacka Sparrowa, ale tylko odrobinę. 

Bez niepotrzebnych słów, obejrzyjcie w wolnym czasie a nie będziecie żałować :) 

"Bezwstydny Mortdecai" 7/10
-M

niedziela, 20 września 2015

Polecane seriale #2 Hart of Dixie, czyli po polsku "Doktor Hart"


Przez ostatnie parę dni oddawałam się przyjemności oglądania serialu komediowo-dramatycznego "Hart of Dixie" Jestem w połowie końca (jakkolwiek to brzmi) i już teraz z czystym sercem mogę Wam go polecić. 

Historia opowiada o bardzo dobrej lekarce, Zoe Hart, która zmuszona jest do wyjazdu i pracowania jako doktor rodzinny. Wcześniej dziewczyna starała się zdobyć stypendium i staż na kardiochirurgii, lecz okazało się, że musi nawiązać kontakt z pacjentami i traktować ich inaczej: zalecenie przełożonego. Mając okazję, Zoe wyjeżdża z Nowego Jorku do małego miasteczka Bluebell w Alabamie. Wraz z biegiem czasu wszelkie wartości dziewczyny się zmieniają i przeżywa ona niezapomnianą przygodę, która trwać będzie jeszcze przez długi czas. 
Gdy zaczęłam ostatnio oglądać 'Doktor Hart" spodziewałam się czegoś poważniejszego. Jednakże to, co dostałam jak najbardziej przykuło moją uwagę co w rezultacie spowodowało, że przez 4 dni obejrzałam niemalże 2 sezony po 22 odcinki. 

Serial ten jest niesamowicie lekki, przyjemny i ciepły. Mieszkają w Warszawie czasami chciałabym przenieść się do małego miasteczka gdzie każdy wie o sobie wszystko, plotki szybko się rozchodzą, ale także można liczyć na pomoc i radę w ważnych sprawach. 

Głowna bohaterka bywa irytująca. Tak samo jak jej miłosny trójkąt między dwoma zupełnie innymi facetami. Na szczęście nie trwa to długo i ku mojej uciesze wybiera tego przystojniejszego. Oczywiście sielanka nie trwa wieczność, coś musi sie popsuć, prawda? 

"Hart of Dixie" czy jak wolicie "Doktor Hart" to bardzo lekki serial, idealny do obejrzenia przy obiedzie, kawie czy herbacie i ciastku. Nie wymaga od widza wiele: nie jest on bardzo głęboki, ale spełnia swoje zadanie: bawi i umila widzowi czas. Osobiście, wkręciłam sie w niego zaskakująco szybko i teraz chce go dokończyć. Będzie mi przykro zostawić Bluebell za sobą, ale wiadomo, wszystko co dobre, kiedyś się kończy. 

"Hart of Dixie" 8/10
-M


piątek, 24 lipca 2015

Film: "Chłopaki do wzięcia"" wybory życiowie i homoseksualizm

Cześć!

 

Jako, że mamy wakacje, czas odpoczynku wielu z was i relaksu postanowiłam, że na jakiś czas odpuszczę "ambitne" produkcję i pooglądam sobie przyjazne, średnie żeby nie powiedzieć słabe jak i te dobre komedie. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. 

Dzisiaj chciałam Wam krótko powiedzieć o filmie "Chłopaki do wzięcia". Znalazłam go przypadkowo i w sumie, nie do końca wiedząc o czym jest, właczyłam i obejrzałam. Zupełnie nie tego się spodziewałam. I sama nie wiem czy jestem pozytywnie czy negatywnie zaskoczona. 

Film opowiada historię dwóch najlepszych przyjaciół, którzy stwierdzili, że muszą "zaliczyć" przed balem maturalnym (w Stanach to podobno jakaś tradycja czy coś, blablabla) Jednak okazuję się, że jeden z nich, Matty, jest gejem. Mówi o tym swojemu przyjacielowi Michaelowi a temu troszkę odbija.. Ale w sumie komu by nie odbiło? Dla chłopaka jest to dość szokujące, ale stara się traktować przyjaciela tak samo jak wcześniej. 

Ku mojemu zaskoczeniu ten film nie był pusty. Spodziewałam się pustej, dość sztampowej produkcji a otrzymałam film, którego głównym przekazem jest, że nie ważne czy jesteś gejem czy lesbijką, Twoi prawdziwi przyjaciele nigdy cie nie opuszczą i nie przestaną traktować tak, jak wcześniej. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się filmu o gejach. Mamy tak dość karykaturalnie przedstawioną ich społeczność, ale tez jednocześnie bardzo subtelnie. 

Widzimy bohaterów i podejmowane przez nich decyzję. Powiedziałabym, że jest to film bardziej o tolerancji niż o typowym imprezowaniu w liceum i "zaliczaniu". Lecz mimo to, nie zachwycił mnie ani nie pozostawił po sobie widocznego śladu. Był i się zmył, to jest najlepsze określenie tego co czuję wobec tej produkcji. Można ją obejrzeć, ale nie jest to do końca to, czego się spodziewamy po nim. Mamy silną przyjaźń, chęć naprawienia błedów, trochę miłosci i trochę homoseksualizmu. Dla ciekawych, polecam, dla obojętnych raczej nie. 


"Chłopaki do wzięcia" 5/10
-M

piątek, 17 lipca 2015

Nietuzinkowa komedia czyli: "Dwóch gniewnych ludzi"

Witajcie!

 

Każdy z nas czasami się na coś denerwuję. Nie ma osoby, tak zwanej "oazy spokoju" przez całe życie. Każdy z nas czasami wybucha jak wulkan i daję upust emocjom. Tak samo było z Davem. Raz krzyknął na kogoś, przez przypadek uderzył i w ten sposób powstało ogromne nieporozumienie i sądowy nakaż uczęszczania na terapię zwalczania gniewu. Wszystko byłoby okej, tylko, że doktor  Buddy okazał się być jeszcze gorszy niż Dave. Panowie razem stworzyli mieszankę wybuchową, której nie sposób się oprzeć. 

Okej. 
Uwielbiam Adama Sandlera. 

Uważam, że jest to jeden z najlepszych komediowych aktorów: ale nie chodzi mi tutaj o głupkowate komedie, która kompletnie nie trzymaja poziomu. Nie. 
Adam Sandler zazwyczaj gra w filmach, które mają smak i sens. 
Tak samo było i w tym przypadku. 

"Dwóch gniewnych ludzi" nie jest typową komedią. Nietuzinkowe poczucie humoru sprawia, że nie jest to film dla miłośników American Pie. Tutaj humor przeplata się z dość wartką i płynną akcją oraz dziwnymi zachowaniami ludzi.
Warto też wspomnieć o bardzo dobry wątku miłosnym, który został idealnie wpleciony w film. Nie był on przesłodzony ani przesadzony. Wielkie dzięki dla reżysera i scenarzysty za taką decyzję, bo wyszło to świetnie.

Nie da się też ukryć, że zarówno Jack Nicholson jak i Adam Sandler spisali się świetnie, nadając filmowi taki wydźwięk, jaki mieć powinien.  

Jest idealny na leniwe popołudnie, gdy nie mamy co robić a za oknem leje deszcz (co ostatnio dzieję się u mnie coraz cześciej :( ) 

Polecam! 

"Dwóch gniewnych ludzi" 8/10
-M 

sobota, 18 kwietnia 2015

"Sekretne życie Waltera Mitty" : świat fantazji i marzeń.

Witajcie! 

Dzisiaj chciałam polecić WSZYSTKIM, po stokroć film "Sekretne życie Waltera Mitty", film, który daję nadzieję i jest nasamowicie pozytywną alternatywą podczas smutnej, szarej rzeczywistości. 

Film opowiada historię życia pewnego zwyczajnego pracownika dużego pisma, który często ucieka, zamyka się, w swojej wyobrazni i zaczyna przezywac w niej przygody. Pewnego razu staje się coś, co na zawsze go zmienia i jego wyobraznia staję sie czymś wiecej niż tylko wyobraznią. Walter jest zmuszony ruszyć w podróż, by ocalić swoje dobre imię i stanowisko w pracy. 

Zastanawiacie się pewnie co takiego niezwykłego jest w tym filmie? 
Już mówie. 
Możemy w nim znalezc: komedię, dramat oraz film przygodowy połączony ze świetną muzyką i co najważniejsze z niesamowitym przesłaniem, które każdy z nas powinien zapamiętać na całe życie: WARTO MIEĆ MARZENIA. 



Walter jest idealnym przykładem, że warto gonić i spełniac marzenia: nie ważne czy chcecie skoczyć z samolotu czy wyruszyć w nieznane z podróznym plecakiem i scyzorykiem w kieszeni.  
 Możecie zrobić wszystko, jeśli tylko chcecie i macie odawgę by o to zawalczyć. 


Warto również wspomnieć, że nasz bohater, Walter, nie jest taki sam jak wszyscy wokół  niego: jest marzycielem. 
Spotyka się przez to z krytyką, wyzwiskami, ale nic sobie z nich nie robi. 
My także nie powinniśmy. 
Zawsze znajdą się ludzie, którzy powiedzą nam jak bardzo sie mylimy lub jak bardzo nam się nie uda. Ważne jest to, że my wiemy czego chcemy i staramy się to osiagnąć. Nie przejmujmy się ludzmi: wierzmy w nasze marzenia i szansę na ich spełnienie. 

Reasumując: "Sekretne życie Waltera Mitty" jest filmem przepełnionym pozytywną energią i motywacją do tego, by mieć odwagę spełniac swoje marzenia i realizować się w tym w czym chcemy. Walter jest uważany za mocno przeciętnego człowieka, nawet można powiedzieć, że nudnego i monotonnego, lecz po jakimś czasie widzimy, że działo się tak dlatego, że bał się zrobić czegoś, co od zawsze tkwiło w jego głowie, wyobrazni. Myślę, że jest to film idealny dla ludzi, którzy myślą, że nie uda im się to czego pragną. Wierzcie mi, też się w tych ludziach znajduję: każdy z nas ma jakieś marzenia. Jedni bardziej realne, inni trochę mnie, ale pamietajmy jedno: WSZYSTKO MOŻE SIĘ ZDARZYĆ. Żyjemy w czasach gdzie mamy miliony, tysiące różnych możliwości a wszystko czego potrzbujemy to cierpliwość, wytrawałość i odrobina wiary.
Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. 

Jeśli nie dla ludzi, którzy nie wierzą w swoje marzenia do dla tych, którzy lubią podziwiać piękne, cudowne dzikie krajobrazy! 

"Sekretne życie Waltera Mitty" 8,5/10 
-M




poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Film "Focus"- kradzież jako sztuka?!?!

Witajcie!

Dzisiaj chciałam krótko ale treściwie opowiedzieć Wam o filmie "Focus", który miałam przyjemność (serio..!) obejrzeć wczoraj wieczorem. 

Szczerze mówiąc, zachęcił mnie sam fakt, że gra tam Will Smith. Nie powiem, nie jestem jego WIELKĄ fanką, ale uważam, że mądrze dobiera filmy w jakich chce zagrać. I tutaj także wybrał mądrze. 


Film zaczyna się dość niewinnie, poznajemy Nickiego (Will Smith) który przez czysty przypadek poznaje Jess (Margot Robbie). Jak sie potem okazuje, dziewczyna wraz z kolegą chcą okraść Nickiego, ale niestety im się nie udaję, a ten mówi im gdzie popełnili błędy i nazywa amatorami. Tak zaczyna sie historia naszych głównych bohaterów. Nicky jest profesjonalnym oszustem i złodziejem, chociaż mam wrażenie, że określenie "złodziej" jest w tym przypadku obrazliwe. 

Jess bardzo chce by Nicky nauczył ja wszystkich swoich szuteczek i pokazał, jak być profesjonalnym oszustem.  Oczywiście po drodze zaczyna łaczyć ich coś wiecej niż partnerstwo.

Powiem Wam szczerze, że jestem cholernie mile zaskoczona tym filmem: ukazał całe te oszustwa z tak niesamowitą klasą i finezją, że naprawdę zaczęłam na to patrzeć jak na swego rodziaju sztukę. Ja bym nie mogła byc złodziejem :( 
Film trzyma w napięciu i bam bam, NIE JEST PRZEWIDYWALNY. Być może jest skomplikowany troszkę za bardzo, ale mi się podobał. Był bardzo miłą rozrywką: taką dobrą sensacją połączoną z kryminałem, dramatem i romansem. 

 Reasumując: "Focus" jest filmem dość skomplikowanym jeśli chodzi o fabułę i trzeba oglądać go dokładnie, lecz mimo wszystko nie wpływa to negatywnie: nie jest absolutnie nudny, a wręcz powiedziałabym że jest bardzo interesujacy i inny.
Oszustwa sa tutaj wyjasnianie, wszystkie mechanizmy którymi kieruja się "złodzieje": tak zwany "kodeks złodzieja" a również użyta spora dawka manipulacji. Oczywiście ile osób, tyle opinii, ale dla mnie jest to jeden z lepszych filmów, jakie oglądałam w tym roku! 
Koniecznie musicie go zobaczyć, jeśli lubicie dobre kino! Polecam!

"Focus" 9,5/10 
-M

 

niedziela, 12 kwietnia 2015

"Bez miłości ani słowa" - "Stuck in love", film o miłości, książkach i jeszcze raz książkach!

 Witajcie! 

Dzisiaj przychodze z recenzją filmu "Stuck in love" czyli w polskim, jakże niezawodnym tłumaczeniu "Bez miłości ani słowa". 

Film opowiada historię pisarza, który nie jest w stanie pogodzić się z odejściem i rozwodem z żoną oraz o ich dzieciach, które zaczynają przeżywać swoje pierwsze miłość, rozstania i sukcesy. 

W pierwszej chwili nie byłam świadoma o czym będzie ten film, ale przekonała mnie dobra ocena na Filmwebie. Pomyślałam, dlaczego nie, dam mu szansę. 
Ku mojemu zaskoczeniu, film był zupełnie inny, ani trochę cukierowy, przesłodzony czy za nadto romantyczny, czego widz mógłby sie spodziewać bazując na samym tytule. 

Śledzimy losy naszych bohaterów, którzy są pisarzami: dzieci poszły w ślad ojca i zajęły sie pisaniem książek, a córka Samantha (Lily Collins) właśnie wydała swoją pierwszą książkę. 

Dziewczyna jest zdania, że miłość nie istnieje, lecz potem dowiadujemy się, że tak naprawdę nie chce ona zostać zraniona. Wszystko się zmienia, gdy poznaje pewnego chłopaka, Lou (Logan Lerman), lecz ich zwiazek nie jest idealny, perfekcyjny, jak to bywa w tego typu filmach: jest niesamowicie prawdziwy i pokazuje, że  życie samo piszę scenariusze, na które często nie mamy wpływu. 

Kolejnym wątkiem jest czekanie  Williama(Greg Kinnear), czyli naszego głownego bohatera, ojca, na swoją ukochaną żonę, która odeszła. Mężczyzna obiecał, że na nią zaczeka choćby trwało to zawsze. Aż wreszcie dochodzimy do wątku, który urzekł moje serce, czyli do syna, Rustiego (Natt Wolf) wielkiego fana twórczości Stephena King. Jako fanka jego książek mozecie sobie wyobrazić z jaką chęcia i uśmiechem oglądałam film, w którym było dużo o nim wspomniane :) Chłopak także się zakochuje, i również jego życie i miłość prowadzi to róznych sytuacji, na które nikt nie może wpłynąć.

Ogólnie rzecz biorąc: film jest bardzo przyjemny, nie nudzi i nie jest prosty. Są pewne komplikacje, jak to w życiu bywa. Pokazuje on również, jak ciężkie sytuacje czasami pokazują kto jest dla nas kim i jak ważna jest rodzina, przyjeciele i podjęcie ryzyka, nawet jeśli człowiek się boi. 
Wątek ksiazek jest idealnie wpleciony i stał się jednością z całym filmem, dopełnieniem głównych postaci i sprawił, że stały się one dla mnie jest bardziej rzeczywiste. 

Polecam! 


"Bez miłosci ani słowa" 8/10
-M


niedziela, 5 kwietnia 2015

"Nauka spadania" czyli jak nie popełniać samobójstwa.

Witajcie znów :) 

Piszę prosto po obejrzeniu tegoż oto filmu, by na świeżo podzielić się z Wami przemyśleniami. 
Ciekawi? 
Zapraszam do czytania dalej! :) 

"Nauka spadania" jest filmem bardzo dziwnym, powiedziałabym, że pokazuję samobójstwo i problemy ludzkie w zupełnie inny niż dotychczas sposób. Na samym początku poznajemy Martina, dawnego prezentera telewizyjnego, którego życie kompletnie sie posypało przez jedną zle podjetą decyzję. Postanawia on popełnic samobojóstwo na dachu jednego z najwyższych wieżowców w Londynie. Tam też poznaje trójkę ludzi, jak się potem okazuje, przyjaciół, dzięki którym wszystko nabierze nowego sensu. 

Nie spodziewałam się wiele po tym filmie, ale postanowiłam dac mu szansę. I nie żałuje. 
Mimo chęci popełnienia samobójstwa i depresji bohaterów, film nie jest o poddaniu się, wręcz przeciwnie, opowiada on historię ludzi, którzy wzajemnie przekonywali siebie że warto żyć i musza żyć. 
 
 Wraz z kolejnymi minutami widzimy jak nasza czwórka nieznajomych z dachu zaczyna coraz bardziej zbliżać się do siebie, aż w końcu stają się przyjaciół na dobre i złe. 

Film jako film niesie ze sobą przesłanie, aczkolwiek każdy inaczej je odczyta i zinterpretuje; dla mnie jest to akurat: 

"Nie ważne co się dzieje w Twoim życiu, nie poddawaj się. Walcz i żyj"

Film nie jest nużący, nie dłuży się i nie jest przekoloryzowany i przesłodzony: wszystkie emocje są dawkowane, starannie wyważone i podzielone. 
Oczywiście jest odrobinkę przewidywalny, aczkolwiek nie mogę się tutaj do tego przyczepić, bo zakończenie jest jak najbardziej adekwatne do tego, czego spodziewałam się od poczatku.


Reasumujac: Jeśli myślicie, że nie macie po co, dla kogo i jak żyć, pamiętajcie, że życie to przygoda. Raz walnie cię w twarz, ale nie sztuką jest płakać i leżec na ziemi, sztuką jest wstać, otrzepać się i pójść dalej, nie patrząc na to, co mówią ludzie. To właśnie jest ważne: nie poddawać się. Nie ważne co chcecie osiągnąć: życie jest piekne, trzeba tylko czasami spojrzeć na nie z innej perspektywy niż zazwyczaj. Film jest bardzo pozytywny, motywujacy i pouczający. Broń boże nie jest przewodnikiem dla samobójców. W skuteczny sposób pokazuję, że tak naprawdę warto żyć i nie tracić nadziei na lepsze jutro. Może nie dostaniemy dokładnie tego, czego oczekujemy, ale kiedyś na pewno nadejdzie lepsze jutro. 

"Nauka spadania" 6/10 
-M