Stronq główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 sierpnia 2015

"Znalezione nie kradzione": stary kufer, notesy i psychofan- to nie może się dobrze skończyć!

Cześć!


"Znalezione nie kradzione" to kontynuacja najnowszego cyklu Stephena King o Billu Hodgesie, emerytowanym policjancie, który wraz ze swoimi przyjaciółmi stawia czoła złoczyńcom, psychopatom i mordercom w jednym. Zaczęło się na "Panu Mercedesie.." i teraz mam nadzieję, że nie skończy się przez długi czas. 


Historia rozgrywa się w przeszłości i teraźniejszości. Wydarzenia dzieli ok. 35 lat ale po jakimś czasie zaczynamy rozumieć, że łączy je dużo więcej niż dzieli. Morris Bellamy, człowiek z pasją lecz na swój sposób chory i zagubiony w literackim świecie dokonuje czegoś, co odbija się na nim, ale nie żałuję tego. Hell no, jest przekonany, że postąpił słusznie: jakby śmierć była odpowiednią ceną za "sprzedanie się". Tak twierdzi Bellamy. Zabijając i okradając swojego ulubionego autora za zniszczenie jego ulubionego bohatera książkowego nie trafia do więzienia: trafia tam z zupełnie innego powodu, od razu dostając dożywocie. Wcześniej jednak udaję mu się ukryć łup: pieniądze i notesy z niepublikowanymi dziełami Rothsteina: zakopuje je w pobliżu swojego domu, w kufrze, mając nadzieję, ze gdy wyjdzie z więzienia pójdzie po swój skarb. Niestety, pewnego dnia  znaduję go Pete Saubers i zaczynają się kłopoty....



W książce znów pojawiają się bohaterzy z "Pana Mercedesa" oraz częściowo wspomniane są wydarzenia z pierwszej części, które King idealnie wplata w całkiem nową, aczkolwiek ani trochę nie mniej pogmatwaną historię. Bill Hodges, Holly i Jerome i tym razem nas nie zawodzą: bawią, straszą i trzymają nas w napięciu. Bardzo podobało mi się, że jednak ta książki nie jest o nich: Bill i spółka są tam bohaterami drugorzędnymi, zepchniętymi na drugi plan, podczas gdy Pete i Bellamy odgrywają główne skrzypce. 

Akcja wciąga już od pierwszych stron a pod koniec dosłownie biegniemy maraton razem z Kingiem, starając się go prześcignąć i odgadnąć zakończenie. Mimo, że od początku wiadomo tak naprawdę jak to się skończy, jak zwykle, ostatnia kartka jest obietnicą czegoś zupełnie innego i mam nadzieję, że takie coś powstanie już niedługo. 

"Znalezione nie kradzione" to książka pełna akcji, o chłopcu, który pomagając swojej rodzinie w najtrudniejszych chwilach w ich życiu wchodzi w sam środek walki na śmierć i życie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Wszystko dlatego, że jego uczynki napędzane były dobrymi intencjami. Wola przetrwania i niesamowita dojrzałość przemawia przez 18-to letniego chłopak, który powinien być wzorem dla nas wszystkich. King jak zwykle mnie nie zawiódł: co prawda książka nie przypomina niczym trzymających w napięciu horrorów ale nadal jest bardzo dobrze napisana i wciągająca. Zdecydowanie przeczytam jeszcze nie jedną książkę z serii o Billu. 

"Znalezione nie kradzione" 9/10
-M




niedziela, 5 lipca 2015

"W każdym człowieku tkwi drugi, obcy mu człowiek"- Zbiór 5 opowiadań: "Czarna, bezgwiezdna noc" Stephen King

Cześć! 
 
Stephena Kinga przedstawiać nie trzeba. Wszyscy, mniej lub więcej wiedzą coś o nim: mistrz horrorów, pisarz, Amerykanin. Tajemnicą też nie jest moja sympatia do tego autora. Wielokrotnie słyszę pytanie: "Dlaczego Ci się to podoba? Przecież to obleśne/straszne/ mroczne?" Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: wykreowany świat + świetni, rzeczywiści bohaterowie + klimat = książka idealna. Nie będę także ukrywać, że uwielbiam intrygi, morderstwa, zagadki a ostatnio także dreszcz i ciarki na plecach. To wszystko jest mi w stanie zafundować King:i tym razem mnie nie zawiódł.

"Czarna bezgwiezdna noc" jest zbiorem 5 opowiadań (w niektórych wydaniach podobno są 4 opowiadania..) 
 
 

  • 1922: historia, spowiedź mężczyzny, który wraz ze swoim synem dopuścili się strasznego czynu, na zawsze wpływającego na ich życie, decyzje i śmierć. 
  • Wielki Kierowca: historia, zdecydowanie jedna z moich ulubionych opowiada nam o kobiecie, autorce popularnych książek kryminalnych, która będąc w złym miejscu o złym czasie staję się ofiarą gwałciciela. Kobieta stara się rozwiązać zagadkę i ukarać swojego oprawcę. Jak się jednak okazuje, nie tylko on był winny.
  • Dobry interes: najkrótsze opowiadanie z całej książki. Poznajemy umierającego na raka mężczyznę, który zawiera "Dobry interes"
  • Dobre Małżeństwo: drugie, według mnie najlepsze opowiadanie z całego zbioru. Opowiada historię kobiety, która odkrywa, po 27 latach małżeństwa, że jej mąż jest seryjnym zabójcą. To z czym musi się zmierzyć, jakie decyzje podjąć.. Musicie to przeczytać
  • Pod Psem: podobno dodatkowe opowiadanie, którego nie ma w innych wydaniach. Mi, podobało się średnio, ale nie było złe. Historia jest prosta: mężczyzna snuję opowieść o codzienności, wraz ze swoją żona, która "źle się czuję"
 
Nie ma żadnych wątpliwości, że historie wszystkie opowiadają przede wszystkim o mrocznej stronie ludzkiego umysłu. Widzimy z pozoru zwyczajnych ludzi ,którzy albo są mordercami, albo gwałcicielami albo zabijają dla dobra ogółu i spokoju własnej duszy.  
Czy tak można? Czy my byśmy tak postąpili?  
Tego powiedzieć nie możemy. Jedno jest pewne: opowiadania te są definitywnie warte przeczytania, chociażby dlatego, by zobaczyć i postarać się zrozumieć, co być może dzieję się w tej chwili, gdy kończysz czytać te słowa. Z drugiej strony, widzimy tez stronę psychologiczną ludzi: do czego jesteśmy w stanie się posunąć by osiągnąć szeroko rozumiany sukces? 

Polecam wszystkim fanom Kinga, mimo, iż nie jest to typowy King. Nie ma tutaj wiele strasznych rzeczy, chociaż bywają (pierwsze opowiadanie= typowy king pełną parą, dalej już średnio) 
Ogólnie, świetnie się czyta, daje do myślenia i pozostawia czytelnika z głową pełna pytań. 
Przeczytajcie. Warto. !
 
"Czarna bezgwiezdna noc" 9/10 
-M 

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Emocje, emocje i jeszcze raz emocje!: "Cmętarz Zwieżąt" Stephen King

Cześć! 

Co jeśli wiedzielibyście o istnieniu tajemniczego cmentarza, na którym dzieją się rzeczy, nie do końca wytłumaczalne i zrozumiałe. Czy w przypływie emocji posunęlibyście się do tego, by z niego "skorzystać" tym samym narażając wszystkich na niebezpieczeństwo?  
Takimi pytaniami zadręczałam siebie po skończeniu "Cmętarza Zwieżąt" 

Historia wbrew pozorom nie skupia się na tytułowym cmentarzu: czytelnik wchodzi głębiej w historię i zaczyna poznawać tajemnice małego miasteczka. Lekarz, Louis Creed wraz z żoną i dwójką dzieci przeprowadzają się do urokliwego, prowincjonalnego miasteczka by zacząć zyć na nowo, tym razem być może spokojniej. Wszystko jednak zaczyna się komplikować gdy kot córki pana Creeda ginie, a sąsiad z naprzeciwka opowiada mu pewna historię i zaprowadza w miejsce, która będzie prześladować go z dnia na dzień coraz bardziej. Przyszłe wydarzenia na zawsze zmienią życie Państwa Creedów. 

Książka jest dla mnie fenomenalna! Inaczej nie mogę powiedzieć: niesamowity klimat sprawia, że czułam dreszcze, kiedy wchodziłam na stare cmentarzysko. Niemalże czułam ten wiatr i zapach mchu zmieszanego z błotem. Współczułam Louisowi i miałam nadzieję, że wykażę się odrobiną rozsądku i nie popełni tego samego, głupiego błędu po raz kolejny. King jest dla mnie mistrzem w kreowaniu postaci: każdy, nawet  drugoplanowy bohater ma w sobie głębię i historię do opowiedzenia.  

"Cmętarz Zwieżąt" jest tak naprawdę opowieścią o człowieku, który gubi się w swoim żalu i pragnąć zrobić coś dobrego, tak naprawdę wyrządza krzywdę innym. Oczywiście tylko dlatego, że nie potrafi sobie poradzić z pewnymi rzeczami. Zdecydowanie trzyma cały czas w napięciu a ostatnie strony wraz z niesamowitym zakończeniem wbijają czytelnika w fotel, pozostawiając go z otwartymi ustami i wyobraźnią rozbudzoną do granic możliwości. 
POLECAM!


"Cmętarz Zwieżąt" 10/10
-M

poniedziałek, 18 maja 2015

Czy istnieje Niebo?: "Przebudzenie" Stephen King

Cześć wszystkim!
 
Dzisiaj poruszymy bardzo filozoficzne tematy na temat życia po śmierci, istnieniu Boga oraz Raju, w który tak namiętnie wierzą wszyscy chrześcijanie i inni wyznwacy wszelakiego odłamu religijnego.  
Na samym początku poznajemy małego chłopca, Jamiego Mortona, który spotyka pastora Charliego Jacobsa (a potem pastora Danniego). Wielebny jest świetny: dzieci go uwielbiają a wraz z nimi ich rodzice, którzy licznie uczęszczają na niedzielne nabożeństwa. Wszystko jednak zmienia się, gdy żona pastora i jego synek giną w wypadku. Zdrugotany mężczyzna wygłasza tzw. "Straszne kazanie", które na zawsze odznacza piętno na Jamiem i prowadzi do ostatecznego załamania się wiary pastora i jego życia. 
Wiem, że książka z opisu niewydaję się być nadzwyczajnie ciekawa: pastor.. pewnie będzie dużo o Bogu, myślicie, że to nie wasze klimaty, ale zaufajcie mi: jako osoba średnio wierząca w Boską siłę, naprawdę dobrze się bawłam czytając "Przebudzenie" a wątek religijny absolutnie nie przeszkadzał ani nie nudził, powiedziałabym, że wręcz bez niego, książka nie miała by tak mrocznego i zarazem podnosłego klimatu, (jeśli można tak stwierdzić). Akcji, jako akcji tu nie znajdziecie, wydarzenia idą powoli, ale wszystko trzyma się stworzonej przez Kinga całości, która, nie powiem, jest dość intrygująca. Obraz świata, a raczej zaświatów, który nam przedstawia jest dość ponury i spowity mrokiem. To sprawia, że czytelnik zadaję sobie pytanie: "Co jeśli to prawda? Co jeśli Boga nie ma a po śmierci wszyscy zamienimy się w nicość?" To wszystko to pytania na które nikt nie potrafi udzielić odpowiedzi z bardzo prostej przyczyny: Nikt nie wie co tak naprawdę czeka na nas po drugiej stronie "kurtyny". Do takich samych wniosków dochodzi Jamie. 
Reasumując: "Przebudzenie" jest książką napisaną w postaci opowiadania, które snuje główny bohater: czasem obserwujemy przeskok w czasie, aczkolwiek nie jest to częste i niezrozumiałe: przeciwnie. Wiele osób może uważać, że książka jest dość nudna i po cześci jest to prawda: jak wspomniałam wcześniej nie znajdziecie tutaj wybuchów, odrąbywania stopy siekierą jak w przypadku Misery (spoiler!) ale mimo wszystko mnie absolutnie nie zanudziła. Zrodziła w mojej głowie parę pytań i zaintrygowała mnie. Mimo, że nie jest to najlepsza książką Kinga i przyznam szczerze, że końcówka jest dośc zagmatwana i dziwna, nawet jak na Mistrza Horrorów, to myślę że lekkie pióro wynagradza wszystko. Czy przeczytałabym ją drugi raz? Tak. Czy to zrobię, pewnie kiedyś tak. Teraz kolej na was :) 

"Przebudzenie" Stephen King 8/10
-M

piątek, 8 maja 2015

"Misery" Stephen King: wielbiciel czy fanatyk?

 Witajcie! 

Poznajcie Paula Sheldona, pisarza, który znany jest przede wszystkim przez swoja serię ksiązek o Misery   Chastain. Gdy mężczyzna ulega wypadkowi, cudownym trafem (tak, prawdziwie szczęście) znajduje go Annie Wilkes, jego największa i najwierniejsza fanka, zabierajac go do siebie, by zaopiekować sie cieżko chorym pisarzem. Problemy zaczynają się, gdy Annie czyta ostatnią ksiażkę Paula, w której dowiaduję się o czymś, czego absolutnie nie może przeżyć: Misery umiera. Annie zmusza mężczyznę by napisał kolejną książkę, "Powrót Misery" a jej metody nie są ani trochę pokojowe. 
King znany jest wszystkim. Możecie nie czytać jego książek, ale na pewno kojrzycie nazwisko. Wszyscy moi znajomi wiedza, że King to dla mnie mistrz, a jego książki, mimo, że opasłe to sa niesamowite. Tak samo było z Misery, choć przyznam, że pierwsze 80-90 stron szło mi dość topornie (zwalę to na czas i chęci) ale gdy minełam "barierę czytelniczą" popłynełam z historią wraz z Annie i Paulem. To niesamowite, jak bardzo mu kibicowałam, by w koncu pokazał jej gdzie jest jej miejsce. Tak, historia ta jest przepełniona brutalnymi metodami, chorym wręcz zachowaniem ze strony dawnej pielęgniarki, która skrywa mroczną, jeszcze bardziej popierdzieloną tajemnicę.

Reasumując: "Misery" jest jedną z tych książek, które zapadają w pamieć: przepełniona akcją, niekoniecznie smaczną, bo bywają dość nieapetyczne momenty. King serwuje nam ponad 300 stron świetnie napisanej powieści, która bawi, straszy i wzrusza czytelnika. Osobiście czuję sie tak, jakbym zżyła się z Paulem a w chwili skończenia historii pożegnała się z nim. Żałuję i ciesze się, że to już koniec tej historii: dlaczego? Wszystko ma swój koniec, ale w "Misery" absolutnie nie jest byle jaki. 

Polecam! 

"Misery" 9,5/10 
-M 

niedziela, 12 kwietnia 2015

"Bez miłości ani słowa" - "Stuck in love", film o miłości, książkach i jeszcze raz książkach!

 Witajcie! 

Dzisiaj przychodze z recenzją filmu "Stuck in love" czyli w polskim, jakże niezawodnym tłumaczeniu "Bez miłości ani słowa". 

Film opowiada historię pisarza, który nie jest w stanie pogodzić się z odejściem i rozwodem z żoną oraz o ich dzieciach, które zaczynają przeżywać swoje pierwsze miłość, rozstania i sukcesy. 

W pierwszej chwili nie byłam świadoma o czym będzie ten film, ale przekonała mnie dobra ocena na Filmwebie. Pomyślałam, dlaczego nie, dam mu szansę. 
Ku mojemu zaskoczeniu, film był zupełnie inny, ani trochę cukierowy, przesłodzony czy za nadto romantyczny, czego widz mógłby sie spodziewać bazując na samym tytule. 

Śledzimy losy naszych bohaterów, którzy są pisarzami: dzieci poszły w ślad ojca i zajęły sie pisaniem książek, a córka Samantha (Lily Collins) właśnie wydała swoją pierwszą książkę. 

Dziewczyna jest zdania, że miłość nie istnieje, lecz potem dowiadujemy się, że tak naprawdę nie chce ona zostać zraniona. Wszystko się zmienia, gdy poznaje pewnego chłopaka, Lou (Logan Lerman), lecz ich zwiazek nie jest idealny, perfekcyjny, jak to bywa w tego typu filmach: jest niesamowicie prawdziwy i pokazuje, że  życie samo piszę scenariusze, na które często nie mamy wpływu. 

Kolejnym wątkiem jest czekanie  Williama(Greg Kinnear), czyli naszego głownego bohatera, ojca, na swoją ukochaną żonę, która odeszła. Mężczyzna obiecał, że na nią zaczeka choćby trwało to zawsze. Aż wreszcie dochodzimy do wątku, który urzekł moje serce, czyli do syna, Rustiego (Natt Wolf) wielkiego fana twórczości Stephena King. Jako fanka jego książek mozecie sobie wyobrazić z jaką chęcia i uśmiechem oglądałam film, w którym było dużo o nim wspomniane :) Chłopak także się zakochuje, i również jego życie i miłość prowadzi to róznych sytuacji, na które nikt nie może wpłynąć.

Ogólnie rzecz biorąc: film jest bardzo przyjemny, nie nudzi i nie jest prosty. Są pewne komplikacje, jak to w życiu bywa. Pokazuje on również, jak ciężkie sytuacje czasami pokazują kto jest dla nas kim i jak ważna jest rodzina, przyjeciele i podjęcie ryzyka, nawet jeśli człowiek się boi. 
Wątek ksiazek jest idealnie wpleciony i stał się jednością z całym filmem, dopełnieniem głównych postaci i sprawił, że stały się one dla mnie jest bardziej rzeczywiste. 

Polecam! 


"Bez miłosci ani słowa" 8/10
-M


wtorek, 6 stycznia 2015

Pan Mercedes, czyli historia nieprzeciętnego mordercy.



Witaj na moim blogu i dzięki, że wpadłeś :)


 Dzisiaj pod lupę weźmiemy jedną z najnowszych książek nieprzeciętnego Stephena Kinga, o tajmniczym tytule "Pan Mercedes"
Nie, nie jest o samochodzie.
(Notka nie zawiera spoilerów)


 Po samym przeczytaniu opisu z tyłu książki dowiadujemy się, że opowiada ona historię Bradiego, który zabił ludzi rozjeżdżając ich mercedesem. Idąc tym tropem logiczne już jest iż jest on naszym Panem Mercedesem. Czytając dalej dowiadujemy sie, że pragnie on przeżyć coś takiego jeszcze raz, lecz tym razem z większym przytupem, zabijając większą liczbę osób: setki, tysiące, miliony (ma chłopak ambicje, trzeba mu przyznać)

Drugą główną postacią, nie pozostajaca ani chwili w cieniu Bradiego jest emerytowany policjant, detektyw Bill Hodges. Musi on znaleźć i powstrzymać szalonego Pana Mercedesa, który bawi się nimi jak tylko chce. 

Fani Kinga nie potrzebują zapewnienia, iż książka jest doskonale napisana: i tym razem mistrz horrorów nie zawiódł. Historia jest spójna, posiada wszystko to co powinna posiadać, łącznie z paroma ozdobnikami, jakimi jest na przykład chwilowa miłość głównego bohatera do pewnej kobiety. Mimo prawie 600 stron, nie nudzi ani chwilę, a akcję która się tam rozgrywa trzyma momentami w naprawdę ogromnym napięciu, przygotowujac czytelnika na finalne wystąpienie Bradiego. Co jest dodatkowym plusem i minusem jednocześnie: od początku wiemy kto zabił, nie ma tego dochodzenia ze strony policjanta: tutaj wszystko jest napisane już w opisie z tyłu. Natomiast to, co naprawdę bardzo mi się podobało to połaczenie tej samej historii, opowiedzianej z perspektywy mordercy (Pana Mercedesa) i detektywa emerytowanego Hodgesa. Widzimi jak bardzo chory, zagubiony i inny (psychopatyczny?) jest Brady, jak bardzo jego rodzinna historia zmieniła jego, jego matkę, jego światopogląd. Niesamowity kontrast postaci: 

Prawo i bezprawie. 
Noc i dzień. 
Ciemność i jasność. 
Brady i Hodges.  

Nie można jednak nie wspomnieć o lekkości jaka towarzyszy każdej kolejnej kartce "Pana Mercedesa". W żadnej chwili nie odczułam "ciężkości" tej książki, pomimo tematu, który na pierwszy rzut oka jest dość, hm, okrutny i poważny. Sprytne oko dostrzeże w niej również zalążek psychologii, znajomości ludzkich zachowań lub po prostu człowieka. Chęć samobójstwa, myśl, że życie nie ma już sensu, uczucia jakiego towarzyszą człowiekowi, gdy wie, że śmierć czeka tuż za rogiem, gotowa by wyciągnąć ramiona i pochłonąć go, świadomość czynu i jego konsekwencji. 

Reasumując: "Pan Mercedes" jest książką zdecydowanie wartą każdej poświęconej nad nią minuty. Oczywiście, nie spodoba się wszystkim i nie wszystkim spodoba się w niej wszystko, ale wierzę, że obiektywne czytelnicze oko będzie w stanie dostrzec przewagę zalet nad wadami, które kompletnie bledną przy ogólnej ocenie. 

-M